Słowa Konstantej
Wołek
Zimno ci bez włosów?
Szlachetny wierzchowiec potężnego wojownika!
Ślinka mi cieknie na sam widok...
U mego boku – potężna bestia! Przede mną – droga ku zwycięstwu!
Chrapie jak ciocia Hilda.
Martwe wołki śmierdzą jeszcze gorzej.
Jak śmiesz mi tak umierać!
Lubię, gdy zwierzęta znają swoje miejsce.
A niech to. Idzie za mną.
Popatrz tylko na to głupie zwierzę.
Chyba teraz to stworzenie jest na mojej głowie.
Teraz wygląda nie tylko głupio, ale do tego żałośnie.
Tak, ty rozumiesz, jak to działa.
Zdaje się, że dla niektórych jest to uroczy widok.
Musiałbym być pod ścianą, by na tobie jeździć.
Jak śpi, jest tylko marginalnie mniej głupi.
Widzieliśmy go żywego jeszcze przed chwilą.
Nasz biedny wołek! To nie fair!
Ten nas chyba lubi!
Chyba nas polubił.
Ale wielki!
To nasz przyjaciel!
Golas!
Trochę się go boimy.
Chcielibyśmy się do niego przytulić!
Wygląda na szybkiego.
Śpij spokojnie, gigancie.
Martwy, ale może wciąż jest blisko.
Tylko nie ty...
Ciekawe, czy tęskni za swą rodziną?
Idzie za mną ku zagładzie.
Jakież obłąkańcze myśli kryją się za tymi oczami?
Przynajmniej mamy swoje towarzystwo.
Wszyscy mogą teraz patrzeć na jego nagość.
Ten świat cię skrzywdził.
Wnętrze bestii okazuje się być bogatsze, aniżeli jej fizys.
Razem daleko zajedziemy.
Żeby tak zasnąć... a może nawet coś przyśnić...
Nie oddycha.
Wciąż mogę znaleźć sposób, by go ożywić...
Udomowione zwierzę, zależne od swego opiekuna.
Chyba za mną idzie.
Wygląda prawie jak Bos taurus.
Przywiązał się do mnie.
Wygląda na zmarzniętego.
Wyjątkowo nieprzyjazne stworzenie.
Dostępność pożywienia doprowadziła do przyjaznej osobowości.
Ta sztuka zdaje się być szczupła i atletyczna.
Śpi.
Wstawaj! Co jest? Ojej...