Słowa Konstantej
Ferma grzybów
Uległa potędze nauki.
Przydałyby się jakieś zarodniki. Albo grzybny przeszczep.
Grzybki nie próżnowały.
Kłoda ma już dość. Trzeba ją wymienić na żywą.
W takim zimnie chyba nic nie wyrośnie.
Teraz powinny rosnąć.
Sporo tych grzybków!
To nie było drewno na opał!
Potrzebuje czegoś na początek.
Grzybom musi się tu podobać!
Nie zostało wiele drewna dla grzybów.
W moim podręczniku napisali, że grzyby potrzebują ciepła, aby rosnąć.
Teraz jest tylko kilka grzybów, ale pewnie wkrótce ich przybędzie.
Jak się człowiek nad tym zastanowi, to grzyby są trochę przerażające.
Koniec końców wyszło z tego przyjemne ognisko.
Aż dziw, że na tej zgniłej kłodzie nie wyrosły żadne grzyby.
Ależ te grzyby się mnożą.
Czasy świetności ma już za sobą.
Zamarznięte na kość.
Świetnie... grzyby.
Co mam zrobić z tymi wszystkimi grzybami?
Mmm. Pachnie smażonymi grzybami.
Mógłbym tutaj hodować grzyby.
Miło jest mieć podstawowe produkty pod ręką.
Muszę znaleźć coś na zastępstwo, jeśli chcę mieć świeże grzyby.
Skończył się sezon na grzyby.
Och, grzyby zaczęły rosnąć!
Koniec szukania grzybów po krzakach!
Pochłonięta przez potężne inferno!
Pusty dom leśnych chochlików.
Rosną silne i zdrowe.
Zaraz dopadła tę kłodę!
Nie każdy zdolny jest przetrwać dotyk mroźnego olbrzyma.
Leśny chochlik zapuścił korzenie.
Leśny chochlik przyniósł obfity łup!
Został jedynie popiół i szczątki.
Śmierdzi jakoś tak... iglaście.
Grzybki nie próżnowały.
Przegniła na wskroś. Wiem coś o tym.
Nic nie urośnie na tym mroźnym pustkowiu.
Chyba nieźle sobie radzą.
Jest tak pełna, że to aż nieprzyzwoite.
Ogień jest chyba niebezpieczny.
Nie ma grzybków.
Wyglądają na szczęśliwe.
Wyglądają ohydnie.
Nie zimno ci?
Ale są malutkie!
Wow! Ale grzybów!
Było i nie ma.