Słowa Konstantej
Królicza chatka
To nie jest prawdziwa pieczona marchewka.
To nie jest prawdziwa marchewka.
Tak się właśnie dzieje, jak się igra z ogniem.
Ciekawe, czy śni im się, że jedzą wielką marchew, po czym budzą się, a tu nie ma domu?
Coś tu ładnie pachnie!
Te marchewki faszerują się królikami.
To nie była marchewka!
Czyżby wzrok mnie zwodził?
Do widzenia, wielka marchewo!
Cóż począć z marchwią takich rozmiarów?
Spryt zgładził marchewkę.
Och, bardzo sprytne.
Trochę za długo się smażył.
Jak mawiał dziadek „żyjesz w tym, co jesz”.
Nierówno się upiekła.
Nie jest wcale taka jadalna, na jaką wygląda.
Nawet nie paliła się jak marchewka.
Niestety, jest tylko tak pomalowana.
Ha! Znakomicie.
Ugh. Głupie króliki.
No cóż.
Jak one to wybudowały bez kciuków?
Chrupanie ustało.
Słychać w środku jakieś chrupanie.
Ciekawe, czy smakuje pieczoną marchewką.
Ciekawe, czy smakuje marchewką.
Zły ogień! Zły!
Dom dużego piskoczka
Wszystko spalone do gołej ziemi.
Hyuyu! Ależ uroczo.
Ech, chciałam to zjeść!
Niuch... ktoś tam jest...
NIEZWYKLE DUŻA PIECZONA MARCHEWKA.
NIEZWYKLE DUŻA MARCHEWKA.