Słowa Konstantej
Nadchodzi noc. Potrzebuję ognia!
Mniam!
Jak niby miałabym to zjeść?!
Uch! Okropieństwo!
To było ohydne!
Trochę obrzydliwe.
Fuuj, nie ma mowy!
No dooobra, podzielę się ze wszystkimi.
O tak!
Wystarczy mi blask ognia.
Podniosłabym nawet Wolfganga!
Uff! Za mocne.
Ughhh!
Ćwiczenia są do chrzanu!
Hnnfhg!
Dlaczego ja to robię...?!
Uuuuff!
Unghhh!
Nie wierzę... że to ma sens...!
Ręce mi zaraz odpadną!
Ughhhh! Ale się spociłam!
Co za... draństwo...
Ale mnie wszystko piecze... Okropne!
Gdzie odłożyłam zapalniczkę?!
Ja widzę! Już myślałam, że straciłam wzrok.
Dlaczego to istnieje?!
Fuj, wyleciało!
Tchórzu, przestań uciekać!
Wracasz, żeby się spalić?
Zepsuło się, badziewie.
A to ciekawe. Niezmiernie się cieszę, że poświęciłam czas na uczenie się tego i nie robiłam dosłownie nic innego.
Ała! To pali! I to wcale nie jest śmieszne!
W moich żyłach płynie ogień!
Phi. Zaczynałam się do tego przyzwyczajać.
Ale czad! Ktoś wystrzelił ogień w powietrze!
Coś mnie dotknęło w stopę.
Nienawidzę czekania!
Jestem wykończona!
Jestem wolna! Nadszedł czas ognia!
Spalić... Wszystko spalić...
Hej! Co to za dziwna mgiełka?!
Odstraszacz kwasu chyba przestał działać. Znów pali i to NIE tak, jak lubię.
Balsam termiczny przestaje działać. Trudno!
Znów u Perełki!
Co jest?
Tyle informacji!
Za ciepło!
Pokażcie się!
Jestem głodna!
Nie boję się… po prostu wolałabym pójść tędy!