Słowa Konstantej
Zgadza się, Lucy. Drzewa nikt tym nie zetnie.
Lucy, chcesz trochę?
Nie wygląda to najlepiej. Przepraszam.
Nie trzeba mi żadnych specjałów.
Nadaje wiejski sznyt, co?
Zgasła niczym światło.
No dobra, Lucy, gdzie to położymy?
Nadaje wiejski sznyt, co?
Zgasła niczym światło.
No dobra, Lucy, gdzie to położymy?
Na razie wygląda spokojnie.
Te poduszki potrafią zwalić z nóg, nie?
No dobra, Lucy, gdzie to położymy?
Króliki uwielbiają marchewki tak bardzo, że dodają je do ciast.
Uff. Nie mam po tym sensacji żołądkowych.
Ma mały kapelusik ze śniegu.
Zostawię patyk na później, w razie gdybym zgłodniał.
Raz się wygrywa, raz się przegrywa, co?
Ten gość wygląda na głodnego.
No dobra, zobaczmy, co my tu mamy!
Niegrzecznie jest sprzedać komuś kuksańca rękawicą...
Już nie ma czego ścinać, Lucy.
Nie, Lucy. Tego nie zetniesz.
Coś takiego ładnie by wyglądało przy mojej chacie.
To dlatego czułem dym.
Czym można nakarmić takiego potwora?
Chyba mam dzisiaj szczęście, Lucy!
ROO... bal?
Całkowicie spalone.
Przydałoby się tu coś postawić.
Widać tu rękę mistrza.
Cóż to takiego?
Wygląda wyśmienicie!
Chyba muszę coś tu zmienić.
Może gdybym posadził wokół podobne rośliny...
Może po prostu potrzebuje przemowy motywacyjnej, co?
Mam wrażenie, że ogród jest zbyt zagracony.
Przydałoby się ją podlać.
Może w glebie jest za mało składników odżywczych...
W tym ogrodzie jest tyle roślin, że brakuje im miejsca, aby rosnąć.
Chyba nie lubi tej pory roku.
Z tą rośliną coś jest bardzo nie tak.
Chyba zaraz się spali, co nie?
Jest za ciemno, tak?
Ciekawe, jak smakuje dziób.
Ach, klony!
To już jest koniec.
Za długo na ogniu.
Te składniki chyba nie działają razem.
Udało się.