Słowa Konstantej
Na drodze przeszkoda nowa - straszna bestia jeleniowa!
Hyuyu, bywaj!
To był tylko psikus!
Chyba nieźle ich kopnęło! Hyuyu!
Ponury mój los, ach, biada, wilgotność znów się zakrada!
Fajnie było, chcę jeszcze raz!
Może tylko przymknę oczy na chwileczkę...
Nie samą pracą chochlik żyje. Hyuyu!
Udało mi się pomóc!
Nadchodzi noc, hyuyu!
Mmm! Darmowa dusza!
Nawet ja nie dałbym rady tego zjeść.
Auć! Hyuyu!
Blech! Dusze przynajmniej się nie psują.
Jakież to nieprzyjemne!
Wolałbym zjeść własny ogon!
Nie będę tego jadł, mogę oddać śmiertelnikom.
Czuję się jak nowy chochlik!
Mam truposza oczy, nic mnie nie zamroczy.
Jestem silny jak dziesięć chochlików!
Nie wypiję, bo mnie zabije!
Chuch... Dmuch...
Puff...
Cóż... za... potworny ciężar...
Hu... hu... hu...
Hff!
To nie jest zajęcie dla chochlika!
Dmuch... Chuch...
Nie mogę... dalej!
Co... za... ciężar!
Wygnano mnie na padół ciemności!
Wracam na ten padół istnienia!
Mógłbym umrzeć w środku!
To chyba nie jest przyjacielska wizyta? Hihihi...
Oko ucieka na widok światła z nieba!
Hihihi, jeszcze ci mało?
Straciłem wiatr w żaglach!
Na każdy problem twój mam gotowy gnój.
Paskudne pokrzywy!
Auć! Prawda, że w tych pokrzywach nie było srebra?
Już nie piecze, szybko się leczę!
Ktoś z moich znajomych zaprasza mnie do zabawy!
Mokre futro? Nie dziś, nie jutro!
Nie ma czasu na ry...
Odpocząć muszę, bo się uduszę!
Jestem wolny!
Duchy lubią... osobliwe gry...
Odświeżające!
Deszcz znów zżera ciało me, gdzie odstraszacz, gdzie on, gdzie?
Balsam nie stoi na straży – ogień znów parzy!