Słowa Konstantej
Kałuże, nadchodzę!
Chlap, chlap, chlap!
Z pewnością jakiś głupi psikus.
Będzie padać? Będzie słonecznie?
Fizyczne pożywienie nie najlepiej się ze mną komponuje.
Nie zwykłem się golić.
Bis!
To mi w duszy gra!
Co za zawadiacka nuta.
O rany, co my tu mamy?
Do posłuchania u dnia zarania.
Chyba kiedyś mi się śniła.
To wszystko?
O rany, co my tu mamy?
To wszystko?
Przerażające i ekscytujące!
Co za zawadiacka nuta.
O rany, co my tu mamy?
Głęboka czerwień pochodzenia golemicznego.
A to ci dopiero uroczy widok!
Czerwień, taka piękna. Niczym me niegdysiejsze futro.
Magia pomyślności wprost z niej bije.
Och nie, dziękuję.
W głowie mi się kręci od samego patrzenia!
Hyuyu! Tylko nie próbuj mnie otruć!
Bawi się w chowanego!
Zebrane, wszystko zebrane.
Ups i ojej.
Ale mam szczęście! Jest i zajęcie!
Zebrane, wszystko zebrane.
Proszek zmielony z niczym nie pomylony.
Jaśnieje niczym moja osobowość.
To tylko jakieś nudne bambetle!
To było całkiem zabawne.
Śmiertelnicy uwielbiają naprawdę niemądre zabawy.
To było całkiem zabawne.
Ale zabawa!
Cóż, jest to jakiś sposób na wyeliminowanie magii.
Kryje się tu całe mnóstwo magicznej zabawy.
Cóż, jest to jakiś sposób na wyeliminowanie magii.
To laboratorium zasilane jest potęgą głupich psikusów.
Mógłbym z nim robić niesamowite psikusy!
Narzędzie swoistej gratyfikacji.
Będę żyć wiecznie! Hyuyu!
Pozwólcie, abym opuścił wymiar śmierci!
Nie pozwolę, aby moi przyjaciele zginęli!
Czyżbym widział podwójnie?
To zdecydowanie wygląda jak indyk.
Osobliwy odcień czerwieni.
Tylko uważaj na palce.