Słowa Konstantej
Z bliska wydawał się większy.
Jakimś cudem wydaje się bardziej nawiedzona niż oryginał.
Kawał byka z tej rzeźby.
Posągowa uroda.
Kamienny goniec.
Te figury same się poruszają!
Ładne, prawda?
Mamy zwycięzcę!
Byłby z niego świetny drapak.
Nie ma się o co szczerzyć.
A mnie nawet nic nie pożarło!
A rak śpiewał byle jak.
Odszedł, nie wiadomo gdzie.
To powinno trafić na wysypisko!
Zdaje się, że wodzi za mnie wzrokiem. To jest, okiem.
Szkoda, że nie da się tej rzeźby odzobaczyć.
Robal. No jasne.
Ach, budzi wspomnienia. Złe wspomnienia.
Jakie kamienne spojrzenie.
Nie wygląda jakoś szczególnie królewsko.
Zdecydowanie wolę go w takiej postaci.
W brzuchu mi burczy od samego patrzenia.
Dużo łatwiej je znaleźć.
Chciałbym powołać się na Klausulę braku ozdób świątecznych!
Koń jaki jest, każdy widzi.
Te figury same się poruszają!
Nie jest taki zły, jak nie próbuje cię zabić.
Chcę się przytulić, ale kamień jest zbyt szorstki.
Teraz to ciebie sparaliżowało ze strachu!
Ostatnio czuję się całkiem natchniony.
Uech. Jakieś takie jakby żywe.
Hmm... Wygląda jakoś znajomo.
Wiem, jak się czujesz.
Jakoś mnie to nie jara.
Jest jeszcze cięższa, niż wygląda.
Te figury same się poruszają!
Na sam widok zęby mi szczękają.
Dokładnie tak nieruchomy jak przystało na szkielet.
To w końcu żaba czy ropucha?
To była okropna noc bardzo nieprzyjemnego kontaktu wzrokowego.
Chyba nie dorósł do swojego zadania.
Jestem w księżycowym niebie.
Świetny projekt, ale wątpliwe wykonanie.
Brakuje jej tylko tego paskudnego zapachu z paszczy.
Dalej mam dreszcze.
Na sam widok serce bije mi mocniej!
Był obłędnym rycerzem.
Robal na wagę złota.
Lady Kate.
Patrzy na mnie.