Słowa Konstantej
Jadło przeszyte drewnianą włócznią!
Pieczona figa.
Nie dla mnie bogowie moc twą ukuli.
Zasieją strach w sercach moich wrogów!
Małe wróżkowe światełka.
Jestem panią światła!
Płomienisty stwór nie zna litości.
Walczą niczym tchórze.
Byłaby z tego godna ofiara dla bogów!
Wyczuwam płonącą moc w jego wnętrzu.
Ogień już prawie zgasł.
Ciepły ogień, ciepła Wigfryda.
Ogień szaleje!
Ogień powoli przygasa.
Ciepły ogień, ciepła Wigfryda.
Światłość ustępuje.
Moc ognia nareszcie opanowana!
Katapulta zaczyna słabnąć!
Czas odpocząć, mój miotający wojowniku.
Katapulta gotowa do walki!
Mięso z morza!
Moi towarzysze będą syci choć przez jeden dzień!
Jestem bezwzględną wędkarką!
Nie pogardzę morskim mięsem.
Raduje się serce moje!
Dobry prowiant na długą podróż morską.
Nie pogardzę morskim mięsem.
Zaraz będzie pływać w moim brzuchu!
Dobry prowiant na krótką podróż morską.
Włócznie z morskiego mięsa.
Rybka w kocyku!
Najlepsze jest świeże mięso!
Raduje się serce moje!
Niezbędny do budowy włóczni.
Jego światło zgasło, lecz ja wytrzymam!
Rozświetl mą ścieżkę do chwały, podniebny lampionie!
Nie będę obawiała się mroku!
Nie dziś, Njordzie!
Podarunek Frei.
Gdybym to ja choć w połowie tak słodko pachniała...
Bezużyteczny w boju, lecz czarujący na czyjejś głowie.
Liście są dla zwierząt. A zwierzęta są do jedzenia.
I jasność rozbłysła w najczarniejszą godzinę.
Saga śmiertelników jest tak ulotna!
Jakieś zło zatruwa te rośliny.
Brak mu blasku sławy.
Jakieś zielsko.
Byłaby z tego godna ofiara dla bogów!
Ten hełm zmajstrowała jakaś świńska rzyć.
Nie ufam im.