Słowa Konstantej
Tego chyba nie powinno tu być.
Same zakłócenia.
Mogę z jej pomocą znaleźć brakujące części.
Musi być gdzieś blisko!
Dobry kierunek.
Muszę mieć oczy szeroko otwarte.
Mechanizm startowy.
Muszę włożyć tu różdżkę.
Mamy postęp!
Portale prowadzą do kolejnej różdżki.
Czyli teraz mam budować doki, tak?
Czy ja wyglądam na pospolitego robotnika?
Mogę tylko sobie wyobrazić, jak groteskowo by to wyglądało...
Nie jestem typem do zakasywania rękawów. Zwróć się do tej kobiety złotej rączki.
Cały ja – ciężka praca dla frywolnej rozrywki.
Nie lubię stać pośrodku.
Pozwolę mu zostać, dopóki będzie gotował.
Ognista mucha.
Te łuski są naprawdę szykowne.
Dużo miejsca i świetny styl.
Doskonałe wzornictwo!
Toż to niegodne.
Czerwone klejnoty dają mnóstwo ciepła.
Z jednym klejnotem pali się umiarkowanie.
Egzotyczny i przepyszny.
Przynajmniej odrobinę bardziej wyszukana.
Ogromny.
Nie dla mnie taka robota.
Wygląda onieśmielająco.
Po prostu wyborne.
Tyłek niegdyś straszliwej bestii.
Ognista sprawa.
Skamieniałe koszmary.
Mrok zawsze jest blisko mego umysłu.
Pochodzi z otchłani.
Znakomicie. Więcej drewna.
Zdaje się, że płonie.
Zostały po nim tylko resztki.
Już jest porąbane.
Wygląda na kawałek drewna unoszącego się na wodzie.
Smakuje trochę porzeczkami.
Wciąż smakuje porzeczkami.
Banany, które nie rosną w jaskiniach? Co za niedorzeczność.
Wyglądam na ogrodnika?
Można by znaleźć mu lepsze miejsce.
Wyglądam na ogrodnika?
Wyglądam na ogrodnika?
Nadal jej nie ufam.
Nie wierzę, że to robię.
Gdzie najlepiej to umieścić?