Słowa Konstantej
Hej, pani Wiklińska mówi, że nie powinniśmy brać rzeczy, które nie są naszą własnością!
Musimy ją gdzieś napełnić.
Nasza domowa konewka wyglądała zdecydowanie inaczej.
To wyrośnięty dręczyciel!
Wygląda na miłego ptaszka.
Mam cię.
Dobrej nocy.
Ogromna ta dynia!
Fajnie, fajnie, ale fajnie!
Mniam!
Ojej, wciąż brakuje kilku oczu.
Brakuje oczu i ust.
Poprosimy duży kawałek!
Cieplutka i smaczna.
Robiliśmy takie w domu!
Zróbmy jej dużą i straszną twarz!
Można by z nich coś wyhodować.
Wigfryda uczy nas, jak się z tym bić!
Oślepia nasze biedne pajęcze oczka!
Słyszałeś coś?
Widzę wiedzę wirującą wewnątrz.
Teraz nie będziemy musieli rozrzucać za sobą okruszków!
Miejmy nadzieję, że się nada.
Chyba jest głodny.
Ładnie wygląda.
Wszędzie zarosło bluszczem.
Ojej. Ale piękna.
Wygląda jak ta przyjacielska koza, którą spotkaliśmy wcześniej.
Dużo tu pomników kóz.
Spokojnie, dziadku.
Oooj... Już po porzeczkach.
Wreszcie możemy gdzieś umieścić jedzonko.
Najlepiej będzie, jak je posadzimy.
Możemy tu przyrządzać jedzonka.
Jakieś takie małe.
Możemy wymienić ją na coś małego.
Ciekawe, co możemy za to kupić.
Możemy kupić za to całe mnóstwo fajnych rzeczy.
Ta miła pani powiedziała, że potrzebujemy mieć trzy.
Kraby przypominają nieco pająki.
Nie chcemy tego jeść.
Możemy tu schwytać nieco krabów.
Może moglibyśmy zrobić sałatkę.
Sama na nic się nie zda.
To się chyba nie kwalifikuje na sałatkę.
Możemy umieścić na ołtarzu.
Pani koza powiedziała, że tego życzy sobie Gryzień.
Oto, czego żąda, ale strasznie to małe.
Gryzień chce chyba coś innego.
W porządku. Następnym razem wyjdzie lepiej.