Słowa Konstantej
Garnek słodyczy.
Trochę takie zgniłe.
Ojej... Zepsuty.
Fajnie byłoby się nią przejechać.
Nie możemy go naprawić.
A niech to.
Ojej, co za szkoda.
Czy wciąż dobrze wskazuje czas?
Ten zegar już chyba nie działa.
Gdzie się wszyscy podziali?
Ciekawe, co się tu stało?
Chyba wszyscy sobie poszli.
Teraz już nigdzie nie prowadzą.
Szkoda.
Zajrzeć nie zaszkodzi.
W środku są pewnie czyjeś skarby.
Mama zawsze mówiła, że ryby dobrze robią na głowę.
Pachnie wybornie!
Staramy się nie solić naszych potraw za bardzo.
Trzeba to będzie rozgnieść.
Musimy poczekać na więcej soli.
Sól jest gotowa.
Trzeba to rozstawić przy tym zaskorupiałym stawie.
Lepka, słodka żywica.
Kawał wiadra.
Minie wieczność, zanim odrośnie.
Ojej... Już na nic się nie nada.
Możemy zasadzić całą masę jedzonka.
Nie chcę tego używać.
Zmielone na proszek.
Co za uroczy, fioletowy krzaczek.
To, co dobre, szlag trafił.
Sama z siebie smakuje tak sobie.
Ciekawe, czemu opuszczono takie urocze miejsce.
Kto mógł zrobić coś takiego?
Ojej... Roi się od robali.
Nie ma jeszcze żadnej żywicy.
Lepka, lepka żywica!
Już nie takie różowe.
Nie boją się nas!
Cześć, panie świnko!
Śpi.
Nigdy nie widziałem ich domków z tak bliska!
Nikt tu już nie mieszka.
Słodkie!
Ciekawe, czy to owoc czy warzywo?
Gotowane owarzywo. A może warzowoc?
Najlepiej będzie, jak je posadzimy.
Cześć! Chcesz pohandlować?
Hej. Miło wyglądasz.