Słowa Konstantej
Nie. To byłoby głupie.
Kruki opuściły to miejsce... Chyba będę za nimi tęsknić.
Nie powinnam dotykać własności tej maszyny.
Odpowiadają tylko Wurt.
Robi to, co wychodzi mu najlepiej.
Nie mam nawet poduszki do walki...
Muszę to wylać na kwiat Abby.
To za dużo.
Och. Pewnie jest zbyt zajęty...
Nie mogę... Słabo się czuję...
To już zostało zrobione.
Pokrywa je szkło...
Mogę przeprawić tylko jedną duszę na raz...
Muszę poczekać.
Mogę mieć tylko jednego...
Nie dosięgnę z tak wysoka.
Im więcej masz przyjaciół, tym wasza przyjaźń jest płytsza.
Spóźniłam się...
Płonie.
Ktoś już dźga tę dynię.
Chyba w najbliższym czasie nie będę się już przebierać.
Po co to wszystko?
Chciałabym skorzystać, gdy skończysz. Jeśli nie masz nic przeciwko.
Nie mam tu czego pielęgnować...
Może jak urośnie mu futro.
Bateria jest pełna.
Padła.
Twój czas nadszedł zbyt wcześnie...
Moje warzywo jest za małe...
Z niczego bierze się jeno nicość.
Nikt nie chce się ze mną dzielić.
Nic mi się nie udaje.
Nie pasuje. Znam to uczucie.
Może zajmę się tym, kiedy moje życie będzie odrobinę mniej zagrożone.
Och. Nikt nie uczył mnie gotować.
Co robisz? Ładnie pachnie...
Ten dystans mnie przerasta...
Nie zniszczę tego biednego kapelusika.
Nie będę przeszkadzać.
Nic już nie zrobię. To koniec dla tego bałwana.
Za wysoko.
Pusto. Spróbuję później.
Mama ostrzegała, żebym nie dotykała garnków na gazie.
Ktoś jest w środku.
Nie jest puste w środku w odróżnieniu ode mnie.
Nie udało się.
Lepiej mi idzie, jak widzę, co mam narysować...
Może gdybym chciała, aby mój ogród umierał powolną, bolesną śmiercią...
Niczego nie mogę złowić tą marną wędką.
To była złowieszcza bliźniaczka.