Słowa Konstantej
Wcale nie wygląda apetyczniej.
Pusty pojemnik.
Moje serce nie pragnie śpiewać.
Moje serce nie pragnie śpiewać.
Moje serce nie pragnie śpiewać.
Lubię tylko tragedie.
Moje serce nie pragnie śpiewać.
Lubię tylko tragedie.
Moje serce nie pragnie śpiewać.
Moje serce nie pragnie śpiewać.
Moje serce nie pragnie śpiewać.
Moje serce nie pragnie śpiewać.
Gdybym tylko mogła stąd odlecieć.
Kiedyś miały wielki potencjał.
Okropieństwo.
Mógłby mnie zgładzić jednym ciosem. Nie obraziłabym się.
Prochy roznoszone przez wiatr.
Już spoczywa.
Na pewno tego chcesz?
Czuję już wystarczający chłód.
Otacza nas śmierć. A przynajmniej nasze ciała.
Pachnie śmiercią.
Oby przyniósł mojemu wołkowi więcej szczęścia niż ja.
Okrycie z włochatych skór upadłych.
Sen to ledwie tymczasowa śmierć.
Trzymałabym się z dala od tego żądła.
Nie ruszaj się, maleńki.
Palony miód.
Ich praca przyniosła owoce!
Skradzione owoce ich pracy smakują wybornie.
Do pracy, pszczółki!
Ich praca przyniosła owoce!
Pracujcie dzielnie.
Palony miód.
Ich praca przyniosła owoce!
Po słodyczy zostało tylko wspomnienie.
Do pracy, pszczółki!
Ich praca przyniosła owoce!
Pracujcie dzielnie.
Martwy, ale może wciąż jest blisko.
Tylko nie ty...
Ciekawe, czy tęskni za swą rodziną?
Idzie za mną ku zagładzie.
Jakież obłąkańcze myśli kryją się za tymi oczami?
Przynajmniej mamy swoje towarzystwo.
Wszyscy mogą teraz patrzeć na jego nagość.
Ten świat cię skrzywdził.
Wnętrze bestii okazuje się być bogatsze, aniżeli jej fizys.
Razem daleko zajedziemy.
Żeby tak zasnąć... a może nawet coś przyśnić...