Słowa Konstantej
To chyba dzień prania.
Ojej, słodkie.
Och, ależ nie trzeba było...
Nie wiem, co mnie naszło, że kupiłam te szpargały.
Tak mi przykro, Perełko.
Wiem, jak to jest, nie móc się rozstać.
Bzzz.
Ktoś napisał, że nie da się wrócić do domu.
Spalone na popiół.
Uznam to za znak.
Tylko czeka na jakieś zapiski.
Słodka nagroda za uczciwą pracę.
Zbudujmy domek dla pszczół.
Myślisz, że zmieszczę to wszystko w buzi?
Niezłe!
Bardzo dobitny.
Przy nim zwykłe koszmarne paskudztwa wyglądają milutko.
Gdzie to było, gdy potrzebowałam szczęścia?
Odrobina ostrości jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
Nie przepadam za kąpielami z pianą, ale to wygląda nawet nieźle.
Wyschnięte na wiór.
Bardzo przyjemne gorące źródło.
Rany, powierzchnia porządnie się zeszkliła.
Ktoś ma może jakiś patyk?
Strasznie pogryzione.
Lepiej dmuchać a zimne.
Trochę mi szkoda tego biedaka.
Aj! Niech ktoś to spali, szybko!
Ach, więc to stąd się biorą.
Miejmy nadzieję, że nikt nie będzie chciał go odzyskać.
Strzela zębami psa? Czego to nie wymyślą…
To powinno zmiękczyć mu kolana.
To był fatalny pomysł.
Kto powiedział, że to świetny pomysł?
Odmawiam.
Chcesz być moją skrzynką na narzędzia?
Kto cię tak tu zostawił zupełnie samego?
Raju! Mini-smażalnia ryb.
Zimnawy.
Lepiej ominąć ją z daleka.
Została po niej tylko mała kostka lodu.
Została po niej tylko mała kostka lodu.
Nie spełnia wymogów fabryki.
Trzeba zjeść, zanim się roztopi.
Musi istnieć jakieś lepsze rozwiązanie.
Trzymaj te kły przy sobie.
Utrzymuje świeżość napojów aż do fajrantu.
Nie wygląda zbyt bezpiecznie.
Odmrożenie na patyku.
Na miejscu ich zamrozi.