Słowa Konstantej
Gdzie by go teraz ustawić...
Nigdy nie zajmowałam się rolnictwem.
Hmm... Wygląda na klucz do sejfu.
To klucz do bramy.
Latarnia uliczna. Tak jest.
Jest i światło.
Ach! Wreszcie jakaś praca wymagająca odrobiny siły fizycznej!
Zero formy, zero funkcjonalności.
Jest tam coś fajnego?
Całe mnóstwo rzeczy, które mogłyby mi się przydać.
Chętnie wcisnęłabym je do gara.
No cóż. Nie WYGLĄDAJĄ na trujące.
Zwykły kikut.
Nie cierpię siekać warzyw.
Gotowe.
Nie mam pojęcia, co z nich wyrośnie.
Zwykły, stary piec.
No cóż. Kolejny dzień, kolejne zlecenie.
Niezgorsza robota.
Aż mnie ciarki przechodzą.
Trochę upiorna sprawa.
Nieczęsto używana i zarośnięta.
Nic mnie nie powstrzyma.
Potrzeba tu klucza.
Ładna robota.
No cóż. To się zdarza najlepszym z nas.
W niczym mi nie zagraża.
Nie żyje jak trup.
Jak widziałeś jednego, to widziałeś je wszystkie.
Śpi w pracy.
Trochę zbyt wyszukana jak na mój gust.
Trochę to słone, co nie?
Może przydać się podczas misji ratunkowych.
Chyba otwiera coś wielkiego.
Można by w nim nagotować dużo żarcia.
Osobiście uwielbiam.
Zawsze lubiłam dobrze zjeść.
Nie mam pojęcia, co z nich wyrośnie.
Chyba brakuje tu jakiegoś gara albo co.
Gotowe do złożenia.
Do tej pory gotowałam tylko gulasz.
Syrop sprawia zawsze, że kleję się do ludzi. Ha!
Marna ze mnie rolniczka.
Zepsuty.
Nigdy nie myślałam, że to powiem, ale tego się nie wyklepie.
No teraz to na pewno tam nie wejdę.
Zepsuty. Nie potrafię go naprawić.
Potrzeba tu więcej miłości niż mogę dać.
Coś tu nieźle przywaliło w ten mechanizm.
Musiała ją powalić jakaś straszna siła.