Słowa Konstantej
Pomyślał ktoś na pewno – nie spali się to drewno.
Z rękami pełnymi śmiertelnicy czują się ważnymi.
Ding, dong, marchew nie żyje.
Ciekawe, czy takie coś ma duszę.
Witaj, dziwna, pomarańczowa duszyczko.
Dobranoc, pchły na noc, człowiekuchy pod poduchy.
Miałem takie przeczucie, że też będzie lubiła się bawić. Hyuyu!
Istoty, które nie są chochlikami, uwielbiają się nimi zajadać.
Istoty, które nie są chochlikami, chyba wolą je gotowane.
Pewnie śmiertelników by ucieszyła.
Tam kryje się roślina.
Posiej, a będziesz jadł!
Ktoś tu zrobił chyba psikusa.
Koniec pisania.
Mógłbym przygotować mapy prowadzące donikąd.
Wolę bawić się ze sprytniejszymi śmiertelnikami.
Haloo! Jest ktoś w domu?
Dom dla przyjaciół.
Paskowana skrytka na rogi.
Kręć kręciołkiem, kręć!
Mógłbym go przesunąć, gdybym chciał!
Hop, kicnięcie i o skok za daleko!
Jeden z bardziej akceptowalnych smaków żywności śmiertelników.
Chyba nikt już go nie chce.
Upieczony.
Co to ja widzę? Podziemne drzewo!
Z drogi, rzekłem!
Na dole dudni impreza!
Ten chochlik nie będzie łaził po grotach!
No to ruszam, hyuyu!
Daj mi zajrzeć do środka!
Na górze dudni impreza!
Podoba mi się tutaj w mroku.
No to ruszam, hyuyu!
Woli być w mroku.
Dzwon jej bije – już nie żyje.
Na tym kończą się opary. Już nie żyjesz, stary!
Myśl prorocza: strzeż się roztocza!
Będzie spoko – śpi głęboko.
He, he! Tak od razu używasz gazu?
To tak cuchnie, że głowa mi wybuchnie.
Co wyleci? Wkrótce się dowiecie, dzieci!
No i gitara, bo to zwykła para.
Zbyt długo nie pociągniesz, jak tym dymem się zaciągniesz.
Przydaje się do wspinaczki!
Zostawiłbym to ludziom.
Drzewo spalone dla większej wygody.
Dłoń z cieni potrzebuje kamieni.
Hihi, ale zabawna para!
Hmm, którą rolę dziś zagrać?