Słowa Konstantej
Po walce z tym robotem czoło było zlane potem.
Pies zmutowany w figurkę zaczarowany.
Paszczęka była już blisko, ale nie dorwie mnie potworzysko! Hi, hi, hi!
Od ognia do zimnego kamienia.
Rycerzyk mały, a bił tak, że trzęsły się skały.
W walce z nim działaj pewnie, inaczej mina ci zrzednie.
Witaj! Niestety, nie mogę cię pogłaskać.
Ojej, ojej, co my tu mamy?
Nie powiązano z nią żadnej duszy.
No i to jest małe naginanie zasad, hi, hi, hi!
Dlaczego to otworzyliśmy?!
Sprawdzimy, czy karma dla rybek przyniesie dobrą czy złą karmę? Hyuyu!
I głosem pełnym mocy zakrzyknę: pomocy!
Kamień, od stóp do głów.
Jest strasznie zły, ma wielkie kły!
Kamień, od stóp do głów.
Ogień wkrótce zgaśnie.
Przynieś mi blask.
Zimno! Tak bardzo zimno.
Jakże słaby jest ten płomień!
Raźny płomyk. To coś nowego.
I po ogniu.
Ogień wkrótce zgaśnie.
Przynieś mi blask.
Zimno! Tak bardzo zimno.
Jakże słaby jest ten płomień!
Raźny płomyk. To coś nowego.
I po ogniu.
Przestrzeni tyle było i co, już się zmyło?
Wschód!
Przydaje się, gdy góra jest dołem, a dół wychodzi bokiem.
Północ!
Północny wschód!
Północny zachód!
Południe!
Południowy wschód!
Południowy zachód!
Zachód!
Mógłbym go wykorzystać w moich żarcikach.
Jak dogodnie, kompost wyszedł nam cudownie.
Ale głupio!
Sucha gnojowica, no to kaplica.
To raczej nie jest beczka śmiechu.
Liczne próby me zawiodły, gnój jest zbyt podmokły.
Nawóz z kupy, by roślinki rosły duże jak słupy.
Improwizacja daje więcej satysfakcji!
A co by tu teraz zgotować? Hyuyu!
Wreszcie zazna odrobinę spokoju.
Nie lubię, gdy mam w brzuchu jedzenie.
Wolałbym raczej tego nie jeść.