Słowa Konstantej
Szczupłe drzewo pełne patyków i gałązek.
Pragnie stać się uroczym drzewem.
To zwykłe drzewne dziecko.
Musi mieć całe mnóstwo słojów.
Małe gałązki do zginania i łamania!
Kłopoty razy dwa!
Kłopoty razy dwa!
Nikt tu nie będzie dziś zajeżdżał mokrym chochlikiem!
Jeszcze jedno danie przyrządzone przez śmiertelników.
Wielkie nieba, co to w ogóle jest?!
Taka już smutna dola tego żyrandola.
Dobrze wie, gdzie powinienem znaleźć się.
Poszukiwania skończone, wszystkie cele znalezione.
Przykra to sprawa, że działać nie ma tu prawa.
Na twój widok coś mi zaświtało w głowie...
Trafił na swoje miejsce.
Pociągnij dźwignię i wygraj!
Ściany nigdy nie stanowiły dla mnie problemu, hi, hi, hi!
Pryśnij nieco, a problemy odlecą!
Klucz do wybawienia czy zgładzenia? Hi, hi, hi, nie mogę się doczekać!
Brakuje iskry życia, hi, hi, hi!
Lina się tu nie utrzyma!
Trzeba było trochę pokluczyć!
Ktoś nas nabrał i już to zabrał!
Gdy trzeba zwiewać, lina zdaje się śpiewać!
Na daremne jej wysiłki, to upadek piłki!
Do imitowania mojego teleportowania.
Przez taki słup ściele się trup!
Ta płachta coś skrywa, ciekawość mnie rozrywa!
Co ma chronić? Tego nie można strwonić!
Ta wieża od mocy aż buczy i huczy!
Wieża sięga nieba, wyżej nie trzeba!
Do działania potrzeba zasilania!
Gdy będą wszystkie części, sprzęt się rozkręci!
To staroć! Nie marudź!
Ma sens.
Po zrobieniu tego kroku monarcha pogrążył się w mroku!
Owady na ścięcie. To masowe wyginięcie!
Obwieszam to hucznie: oni mają włócznie!
Lękać się nie musimy, bo to naprawimy!
Cóż po tej ozdobie? To samo i ja robię.
Mocy wykrzesać nie może? O tej porze?
Co to za smuty? Przełącznik jest zepsuty!
Świeci ładnie gdzie popadnie!
Śniadanie śmiertelników. Składników tu bez liku.
Ta roślina jest zepsuta aż po same końce!
Nie mogę się zdecydować, czy to się pije, czy je łyżką.
Frymuśny wykrój!
Fragment rozdartej pustki w formie twarzowej chustki!
Gdy kaptur na głowie gości, światło ulega ciemności.