Słowa Konstantej
Od lat robiłem to, co trzeba,
spełniałem władcy wolę
Lecz zrozumiałem – świat to teatr,
ja błazna grałem rolę!
Głowa mi pęka, w uszach cisza głucha.
Tak to jest właśnie, gdy błazna się słucha.
Gdzież moi druhowie?
Było nas trzech.
A teraz tylko ja biorę dech.
Gdzież moi druhowie?
„Monolog króla”
Przynajmniej na razie jest królem.
Czy byłoby inaczej,
gdybym nigdy nie zechciał sięgnąć po koronę?
Pewnie świat byłby nieco jaśniejszy.
Doprawdy, cóż za okropna myśl.
Ciężka jest głowa, która nosi ciężar korony.
Głowa jego bardziej nadęta niż większości ludzi.
Opowiedz nam żart!
Zaczynaj! Z kopyta!
Nie zrobi mnie w konia!
Koń by się uśmiał!
Postawiłeś na złego konia?
Tyle z głównej atrakcji! Poszły konie po betonie!
HA HA HA HA HA!
...
...
Coś tu nie gra.
Tego nie ma w scenariuszu!
Nie przyszliśmy słuchać improwizacji!
Sfruwamy stąd.
Kto to?!
Królowa? Prędzej rozpieszczona księżniczka!
Wyluzuj, księżniczko. Wkrótce tu będą.
Wygląda... końsko.
Zluzuj cugle i zaczekaj!
HA HA HA HA HA!
HA HA HA HA HA!
Pomyśl o wszystkich w potrzebie!
Nie martw się tam, Ściboro.
Wiem, że prędzej czy później nadejdziesz.
Gdy już się zjawisz,
wszyscy powrócimy do naszego paleniska!
Tak więc widać.
Wiele mamy do zrobienia:
moi czterej rycerze i ja.
Gdzieś, ach, gdzież ma świta?
Moja lojalna eskorta? Moi rycerze w pozłoconych zbrojach?
Muszę samotnie wyprawić się do tej krainy?
Bez ich wiernego towarzystwa?