Słowa Konstantej
Zdradliwie gładki.
Uwalnianie go nie było najlepszym pomysłem.
Prawie mi go żal.
Zakopany pod śmieciami.
Nie denerwujmy go.
Wygląda na zdenerwowanego.
Filar z niemożliwie twardego kamienia.
W środku marmuru coś się błyszczy.
Najpotężniejsze z dań.
Było nie wychodzić na ląd.
Tyle drewna zmarnowane.
Czuję, że mogłem temu zapobiec.
A masz, przyrodo!
Dużo tu liści. Przynajmniej przez większość czasu.
Chyba jest niezadowolony, że kradnę te orzechy!
Gramy całą talią?
Jakie to wyrafinowane.
Ładny wazon bez kwiatów.
Fajnie jest mieć trochę światła.
Ładny wazon z kwiatami.
O ile pamiętam, Maxwell miał wymienić żarówkę.
Nie wyglądają zbyt świeżo.
Przyjemne światło.
Piękny.
Może coś tu narysuję.
Przystojniak!
Cóż za imponujące poroże!
Gapi się na mnie? ...Nie, chyba nie.
Jest ogromny!
Przezorny zawsze ubezpieczony.
Już po wszystkim… prawda?
Nie chcę wierzyć własnym oczom!
To dopiero lodowate spojrzenie.
Ktoś zgubił oko?
Cofnijcie się, jestem wyszkolonym naukowcem!
Obrzydlistwo.
Czy to powinno mu odpaść?
Ta bestia go kontroluje!
To chyba zwykła kępka trawy.
Ochrona wzroku wysokiej jakości.
Schnij i jeszcze raz schnij!
Na sam widok robi się sucho w ustach!
Pachnie boczkiem!
Nie jestem dość potężna, by dzierżyć coś takiego.
Zwykła kupa ziemi... chyba...
Sygnał jest bardzo słaby.
To jakieś urządzenie naprowadzające.
Ale szaleje!
Zmierzam we właściwym kierunku.
Chyba zbliżamy się do celu.