Słowa Konstantej
Upadł.
Nie ma tu nic wartościowego.
Nadchodzi kres!
Nadchodzi kres!
Splądrowane. Ale przez kogo?
Ach, gdyby tak znalazł się wśród nich choć jeden wojownik...
Cóż za zło sprowadziło w to miejsce takie zniszczenia?
Niegdyś prowadziły do świata przygód. Niestety, już nie.
Nie daje żadnego schronienia.
Pozostałość dawnych miast.
Zawartość jego jest skryta przed ciekawskimi oczami i lepkimi paluchami.
Nader wyborna ryba!
Uczta z morskiej toni.
Sprawia, iż smak mięsiwa jest nawet bardziej wyborny.
Sól ziemi. Tej ziemi.
Może wspomóc mięso!
Gotowe do zrabowania!
Dobrze cię wykorzystam.
Nektar bogów.
Do rabowania drzew.
Nigdy już nie odrośnie i nie odzyska swej dawnej chwały.
Żal! Nektar ten nie jest już słodki!
Małe nie-mięsa.
Oto narzędzie bestialskiego mordu!
Przyprawy korzenne!
Przyprawy do najprzedniejszych z dań.
Czemuż rośniesz tak długo!
Wonna gałązka.
Wewnątrz kryje się nektar bogów.
Porąbane.
Zbrukane przez obleśne żyjątka!
Brak mi do ciebie cierpliwości, żywico!
Nektar gotowy!
Jest ranne!
Byłby z ciebie honorowy wojownik.
Wasza miłość.
Drzemie równo.
Stancja mego wroga.
W ruinie.
Nektar bogów, a nie dla bogów.
Czyż nie rozsierdzi to bogów?
Flaki twe tak czerwone, a jednak nie jesteś z mięsa!
To jeno nasiona. Nie wyrośnie z nich mięso.
Gotuj się na handel!
Bestia w zawadiackim kapeluszu.
Bogowie mają dziwne gusta.
Ach! Nie pożrę cię!
To jeno nasiona. Nie wyrośnie z nich mięso.
Och, chwalebne zboże!
To jeno nasiona. Nie wyrośnie z nich mięso.