Słowa Konstantej
Moje skupienie wzrosło!
oOooooOO!!
Zabicie mnie nie zwróci wam miodu!
Mamy przeciek!
O rany.
Będziemy wiedzieć, czy zadziało, gdy zapadnie noc.
Auć! Niech to.... dwie lewe ręce!
Tak szczerze, nigdy nie bałem się zanadto tych drzew.
Pali!
A oto mój... ee, „piękny” pomocnik.
Chyba umiałabym to naprawić!
Nie mam wszystkiego, co jest mi potrzebne.
Nie dam rady tego tutaj zrobić.
Nie patrz tak na mnie. W życiu niczego takiego nie robiłem.
Trochę za daleko od całej zabawy, nie sądzisz?
Dziwne... Co to za magia?
Pobudka, bezużyteczny szkodniku!
Co jest? Ruszaj się!
Szybciej! Szybciej mówię!
Głupolu! Nie tędy!
Nie! W drugą stronę!
Start!
Sklepienie zaraz się zawali.
Nie ma się czym martwić.
Pewnie najlepiej zachować pozory...
Au! Ostrożnie, Charlie!
Zimno przeszywa me serce.
Kompas rozpadł się na kawałki.
Jestem tylko odrobinę bardziej wyspany niż zazwyczaj.
Eee... Nie mogę tego zrobić.
Wilgoć nie jest elegancka.
Nadchodzi jeden z nich.
Hej, kolego, coś słabo wyglądasz...
Siły mnie opuściły.
Szkoda. Zaczynało mi się podobać.
Jestem narażony na działanie sił natury!
Stałem się bezbronny!
Zaczynam odczuwać znużenie.
Zapał mnie opuścił.
Oj, niedobrze.
Zaraz się ściemni i Charlie się obudzi.
**przełyka**
Nie zbliżę tego do ust.
Auć! To bolało!
To było paskudne.
Data przydatności minęła już dawno.
Cywilizowani ludzie nie jedzą takich rzeczy.
Chyba wypada podzielić się tym z innymi.
I to rozumiem.
Wolę spać jak zabity.