Słowa Konstantej
Mam nadzieję, że to właśnie tego chce.
Ejże, nikogo nie oszukasz.
Bawi się z nami.
Próbuje nas zniewolić.
Przynajmniej pokazujesz swoje prawdziwe oblicze.
Nie wiem, w co mam wierzyć. Cały ten czas myślałem, że Oni...
Ta moc wydaje się... Ale to niemożliwe...
Lepiej ich unikać.
Cóż za groteska.
Pozwala przetworzyć mroczną energię wszechświata.
Mogę ją wyrzucić, żeby utrzymać łódź na miejscu.
Czy ktoś inny nie może tego złożyć?
W rdzeniu wyczuwam magię. Teraz tylko jakoś trzeba ją wydobyć…
Hm. Orzeźwiające.
Wolę je na surowo.
Z pewnością z czasem się wypali.
No, prawie.
Tworzy wspaniałą atmosferę grozy, czyż nie?
Szkoda.
Dobrze sobie radzi.
Cierpliwości. Jego czas nadejdzie.
Bezczelna roślina. Ta ziemia nie jest wystarczająco dobra?
Chyba nie mam wyboru. Muszę ubrudzić sobie ręce.
Cóż za tajemniczość.
Gdzie są teraz ich bogowie?
Można go częściowo odbudować.
Mówiłem. To wstrętna zgraja.
Niegdyś była to dumna rasa.
Jakiś głupi zwierz tędy przechodził.
Co za żałosne stworzenie.
Czyżbyś nie miał żadnego poczucia godności?
Sprowadzi zniszczenie na mój świat.
Udało mi się go tymczasowo udobruchać.
Jeśli ziemia mnie zawiedzie, powyrywam wszystko z korzeniami.
Jedna pozycja z listy obowiązków mniej.
Mam wrażenie, że nie jesteśmy tutaj mile widziani.
Kupa bezużytecznych części.
Trochę za długo stał na ogniu, jak na mój gust.
Trzeba zaczekać...
Już niedługo!
Nareszcie, jakieś porządne jadło.
Nie zawsze żywili się paliwem.
Niemożliwe... Myślałem, że znam wszystkie Ich sekrety.
Ech, chyba mylnie zinterpretowałem pierwotny projekt.
Zawsze mnie zastanawiało, skąd pochodzą te części.
Jakim cudem nie wiedziałem o tym miejscu? A czy Oni wiedzieli?
Całkiem przebiegłe.
Wciąż nie działa. Ciekawe.
To niemożliwe...
Do czegoś nas prowadzi...