Słowa Konstantej
Bez paliwa nie ma energii.
Żywi się koszmarami.
Nie chce mi się wierzyć, że zapomniałem, jak to odczytywać.
Obraz miasta sprzed czasów paliwa.
Wszyscy wiemy, co stanie się teraz.
Udało im się zdobyć godną pozazdroszczenia potęgę.
Wiem już, czemu mnie tu sprowadziliście.
Ale to się nie uda.
Zdaje się być stworzona z jakiegoś sennego surowca.
Czasem proste rozwiązania są najlepsze.
Nawet jako niemowlaki są paskudne.
Chyba mamy kilka godzin wytchnienia.
Szkoda, że nie ma w tym świecie bagażowych.
Właśnie tak powinno wyglądać śniadanie.
Ta gra jest nieuczciwa! Zagram jeszcze raz, by się upewnić.
Zupełnie tu nie pasuje. Za wesoło mu.
Naprawdę upadłbym tak nisko, by włożyć takie coś?
O, nie... Teraz są jeszcze weselsze.
Nie ma już mocy. Teraz został tylko krzykliwy kolor.
Moc tego mima mnie niepokoi.
Zanadto jowialne, jak na mój gust.
Chyba wolę utonąć.
Banany, które nie rosną w jaskiniach? Co za niedorzeczność.
Nie robi wrażenia na moich wyrobionych kubkach smakowych.
Hmm... Nie wiem, na co liczyłem.
Klejący i rozciągliwy. Na gagę.
Ohyda.
Szkoda, że to nie ostrygi.
Zjem to, jeśli muszę.
Teraz chyba wszystko ujdzie za jedzenie.
Przynajmniej próbuje udawać wyszukanie.
Do takich rzeczy trzeba przywyknąć.
Zaskakująco przepyszne.
Sprawiłem sobie kamień cięższy niż ze spiżu.
Paskudne. Paskudne bestie.
Przemoc jeszcze nigdy nie dawała tyle frajdy.
Uff. Śmierdzi tu.
Szczerze mówiąc, zapach ma całkiem znośny.
Śmierdzi.
Czy ja mam jeszcze choć trochę godności?
Cóż to trzeba robić, żeby przeżyć...
Miejsce do przechowywania nut dobre jak każde inne.
Nie. Ja NIE śpiewam.
Nie. Ja NIE śpiewam.
Nie. Ja NIE śpiewam.
Ja to zawsze bardziej improwizuję.
Nie. Ja NIE śpiewam.
Ja to zawsze bardziej improwizuję.
Nie. Ja NIE śpiewam.
Nie. Ja NIE śpiewam.