Słowa Konstantej
Podstawowe zaklęcie, ale bardzo skuteczne.
Zostało mało paliwa.
Cisza przed burzą.
Przepadnij, ogniu!
Prosto z mokrych otchłani.
Nie jest to mój ulubiony sposób chwytania wrogów w sidła.
Najem się po wsze czasy.
Uch, wciąż się rusza.
Mdłe... ale do zaakceptowania.
Moje zęby są już na to za stare.
Zostalem zmuszony do grzebania w resztkach.
To była ledwie przystawka.
Moje zęby są już na to za stare.
Niewyrafinowane, ale bardzo przyzwoite.
Smaczna rybka w chrupiącym kocyku!
Uch, ten smród... Czego się jednak nie robi dla porządnego posiłku.
Wciąż śmierdzi.
Auć! Zaciąłem się w palec!
Ach, cóż.
Dobra, przyznam, że jest ładny.
W razie czego...
Gdzie niby jest napisane „kobiety i dzieci przodem”?
Czuję niewytłumaczalną potrzebę zadeptania go na śmierć.
To nie w porządku.
Zdecydowanie nie moje klimaty.
Liściaste błogosławieństwo.
Ależ tu ciemno.
Po prostu wspaniale.
Podoba mi się ten kwiat.
Zasłużył sobie na to.
Posiłek dla prostaków.
Bardzo się skurczyły.
Gotów do szarpaniny.
Zwykły chwast.
Bardzo się skurczyły.
Co za marnotrawstwo ubierać tak proste stworzenia w takie stroje.
Może lepiej zostawić w kawałkach.
Rozsądnym było wypuszczenie go na świat?
Będzie pośmiewiskiem w demoniej społeczności.
Początek jakiejś demonicznej bestii.
Zasługują na to, żeby zjeść je sztućcami. Niestety mam tylko ręce.
Póki będzie się zajmować ogrodem, zostawię to stworzenie w spokoju.
Już jej nie do śmiechu.
Skacze i liże wszystko dokoła.
Wygląda na zmęczoną.
Ostatecznie żaba pozostała żabą.
Potrafi dać niezłego kopa.
Nieźle umięśnione.
Trochę żylaste.
Ten przepis ma nogi.