Słowa Konstantej
To sprawka robota?
Lepiej on, aniżeli ja.
Kamień.
Hmm. I co mam z nimi zrobić?
Nie bez powodu umieściłem je w tym miejscu.
Bezowocny i bezużyteczny krzak.
Szkoda.
Choruje.
Chyba jest chore albo coś takiego.
Haruje na mój obiad.
Jaki mam z ciebie pożytek, jeśli nie dajesz owoców?
Przypomina Woodie'go, prawda?
Wolałbym nie połamać sobie na tym zębów.
Dość dojrzałe, by nadawać się do zjedzenia.
Wygląda prawie smacznie.
Odrażające. Puściło pędy.
Ofiara efektu cieplarnianego.
Zwykła kałuża.
Zwykła kałuża.
Powierzchnia wystygła, tworząc równą skorupę.
Te płomienie zdają się być chłodne.
Gorące.
Wygląda niegroźnie.
Kawałek „księżyca”.
Teraz wygląda o wiele lepiej.
Teraz wygląda o wiele lepiej.
Kawałek zamku. Mógłbym w nim zamieszkać.
Budowniczy zostawili ją tu na pastwę koszmarów.
Spodziewałbym się, że będzie miała więcej zastosowań.
Uch... Trzeba to zbudować?!
Nie obawiasz się tego, co możesz znaleźć?
Coś obrzydliwego. Po co to trzymać?
Strasznie się trzęsie.
Wszystko obraca się z czasem w pył.
Coś w sam raz dla mnie.
Paliwo jest w nim silne.
Zepsuty relikt.
Relikt, o którym najlepiej będzie zapomnieć.
Zdaje się, iż jestem oceniany.
I już nigdy więcej go nie założę.
Ale to by znaczyło, że musiałbym się babrać z tą śmierdzącą bestią.
Ale czy jest dość szybkie, by umknąć przed oskarżycielskimi spojrzeniami?
Bardzo mi się to nie podoba.
Zapewnia swemu użytkownikowi choć odrobinę godności.
Zakładam, że zwierzak też zasługuje na odrobinę ochrony.
Nieco zbyt pikantna dla mojego delikatnego podniebienia.
Wydłuża przydatność do spożycia naszych zapasów.
Ale słone.
Ohydztwo. Całe w ślinie wołków.
Mam być teraz górnikiem w kopalni soli?