Słowa Konstantej
Wygotowałem z nich wszelkie życie.
To przekaźnik silnej, nowatorskiej magii.
Zaprawdę szlachetna czynność.
Ktoś powinien to sprzątnąć.
Wreszcie ktoś, kto poniesie moje rzeczy.
Dzikie ostępy nie pomagają elegancji.
Czym ja się stałem?
Jestem cieniem samego siebie. Ha-ha!
Wewnątrz słychać puls zła i zdrady.
Uwaga na dziurę.
Nie boję się tego.
To było aż zbyt łatwe.
Tak, widzę cię.
Uważasz się za mistrza zręczności?
Gorzko mnie wspomnisz, kolego.
Z czego się cieszysz, kolego?
Niemile widziany gość.
Myślisz, że możesz patrzeć na mnie z góry?
Uroczy.
No i to jest porządna magia.
Co mogę stworzyć z samych cieni?
Trzeba wziąć się do pracy.
Mimo wszystko wyciąga dary spod powierzchni.
Ulala...
Cóż za okropne stworzenie. Szkoda, że to nie ja je wymyśliłem.
Kto wymyślił to lodowe obrzydlistwo?
Może nawet uda mi się stworzyć coś przydatnego.
Szkoda było wysiłku.
Przynajmniej pozbycie się tego potwora na coś się przydało.
To jakaś zaawansowana technologia.
Wolałbym, żeby ktoś inny zajął się brudną robotą.
Wilson powinien tego spróbować.
Jadałem już gorsze rzeczy.
Mam nadzieję, że te brodawki nie są zaraźliwe.
No i nie ma cienia.
Trochę prymitywne wykonanie, ale działa.
Pomimo parszywego pochodzenia może posłużyć do stworzenia naprawdę przyzwoitych ubrań.
Hm?
Ależ nie krępuj się, nie zmieniaj nuty. Wcale mnie to nie irytuje.
Trochę straciłem serce do muzyki.
Zastanawiam się, czy... nie, to niemożliwe.
Działa dziwnie uspokajająco.
Przedziwny odgłos.
Przestań atakować mój umysł!
Może też powinienem oddać hołd.
Ha! Pamiętam go.
Tragiczny i niestosowny kres.
Teraz już do niczego się nie przydasz, prawda?
Ach, . Co za szkoda. to źródło strasznego cierpienia.
Ach, . Co za szkoda. to źródło strasznego cierpienia.