Słowa Konstantej
Można by tym coś nakręcić.
Zębatki są tu tak małe, że zakrzywiają powłokę rzeczywistości.
Pas ochronny pola kwantowego.
Magia potrafi dokonać wielkich rzeczy, jeśli się ją odpowiednio ukierunkuje.
Trochę zbyt przypieczony, jak na mój gust.
Trochę zbyt rustykalny, jak na mój gust.
Dobrze, że reszta jest wciąż pod ziemią.
Ugh. Odrażające.
Tak się rozmnażają.
Dziwny twór.
Ciekawe, jak głęboko sięga.
Młode?
Uff! Jak tutaj można żyć?
Na pewno ten nieznośny chochlik to tu sprowadził.
Paliwo się tu rozgościło.
Co to za magia?!
Rany, dziwna magia – nawet dla mnie.
I niech tak zostanie.
Gromadzi moc.
To nie było konieczne.
W moim stylu.
Jakież to... niezwykłe.
Niezwykle rzadki, ale użyteczny materiał.
Dobrze, że nie jestem owadem.
Można by tak zgarnąć te kupki na jedną stertę.
Osobliwe. Wyczuwam woń róży.
I tak nie potrzebuję jego pomocy.
Ten kotoszop o wysokim statusie ma talent do odnajdywania kotków. Minimalnie bardziej go szanuję.
A niech to, byliśmy za wolni! Wąchaj szybciej, zwierzu!
Aha... Gdzieś tu jest kicioszop.
Nie ma czego szukać.
Dobra robota, wielki zwierzu!
Może i ma dobry węch, ale nie wywęszy ich z takiej odległości.
Chyba złapał trop. Niech prowadzi.
Ten tygryszop nie pracuje dla mnie. Jeszcze.
Co za utrapienie.
Musi wystarczyć.
Bardzo się skurczyły.
Co za paskudztwo!
Emanuje grzybną mocą!
Dziura w ziemi.
Żałosne. Załatwię tego grzyba w mgnieniu oka.
Wygląda obrzydliwie.
Czerwony. Czerwony jak pomidor.
To czerwony, smażony pomidor.
Groteskowej wielkości pomidor.
Mam to posadzić?
Fachowa robota.
Wysoki, ponury i elegancki.
Charlie będzie trzymać się z dala.