Słowa Konstantej
Zgaduję, że to jest teraz moja rozrywka.
Równie dobrze można zacząć z hukiem. Albo gongiem.
Teraz jest bezużyteczna.
Rozczarowujący wynik.
Wyśmienicie. Dobra robota.
Akceptuję tylko najlepsze myszomarchwie.
Zdaje się, że trzeba to złożyć.
Zbiorę, co zasieję.
Z tego powinien być niezły zbiór.
Cóż za kunsztowne rzemieślnicze dzieło. Do wody z nim.
Czy ktoś inny nie może tego złożyć?
Rozejść się. Już po przedstawieniu.
Węgiel? Cóż za kreatywność.
Świetnie.
Muszę?
To miejsce dla kapitana – mnie.
Ciężka praca? Czy to nie specjalność Winony?
Dla kogoś innego może to zabawa, ale na samą myśl o siedzeniu...
Niezły hełm nawet mimo tego końskiego pyska.
Nigdy nie przepadałem za końmi.
Nie ma nic za darmo.
Co teraz?
Wciąż muszę używać własnych nóg?
Dźga się chyba tym końcem.
Ach, nie ma to jak przyjemny posiłek.
Bardziej to zdatne dla zwierza niźli dla mnie.
Nic szczególnego, ale może być.
Cóż za niewybredny wystrój.
Teraz nie jest już nawet przydatna.
Niech ktoś to rozłoży.
Cóż za niewybredny wystrój.
Teraz nie jest już nawet przydatna.
Niech ktoś to rozłoży.
Absolutnie nie.
Owszem, uwielbiam patrzeć, jak ktoś się wydurnia.
Chyba nie myślisz, że to ja ubrudzę sobie ręce?
Ciasto w kształcie królika, tego jeszcze nie było.
Cóż za tajemniczy smak.
Kawałek owocu uwięziony w żelatynie.
Za bardzo się klei jak na mój gust.
Szkoda.
Trzeba tu złożyć ofiarę.
Co tam dla mnie masz?
A może mały pojedynek dżentelmenów?
Co za szkoda.
Ładny słupek.
Wszystko muszę robić sam!
Stawiam na podpalaczkę.
Chciwy z ciebie robal, hę?
Już? Co ja z tego będę miał?