Słowa Konstantej
Czekanie mi nie przeszkadza.
Chyba niewart ocalenia.
Może co się zepsuje, można naprawić... z czasem...
Dzięki obowiązkom domowym nie myślę o innych rzeczach.
Przyjemne.
Raz w życiu wynagrodzono mnie za moje wysiłki.
Abigail podobają się te muszle.
Zdaje się, że mym śladem podąża jedynie nieszczęście...
Będę jej opiekunką.
Jakieś mroczne machinacje się tu kiedyś odbywały?
Żałosny barłóg...
Nietrwały, czyli taki jak ten.
Każdy znak się liczy, nawet nietrwały.
Wkrótce nabierze treści.
Słodki, ale ulotny.
Fragmenty rozbitego ula.
Słodki sos na osłodę gorzkiego życia.
Mięso rozdarte na drobne kawałki. Jak moje serce.
Brzmi, jakby w środku siedział uwięziony wołek.
Zawsze czeka na mnie więcej koszmarów.
Cokolwiek to dla mnie zmieni?
Agibail nigdy nie przepadała za pikantną kuchnią.
Nie rozumiem, co to dało.
Nic tu dla mnie nie zostało...
Kiedy spoglądam w swe odbicie, patrzy na mnie duch.
Pokryte grubym szkłem.
Trzymaj się z dala, nikczemny sługo ciemności!
Szczątki dzikiej bestii.
To nasze pożegnanie.
Nie żyje.
Trzeba było zostać martwym.
Schronienie najstraszliwszych stworzeń.
Wyrwany z korzeniami.
Słodka śmierć z oddali.
To, że nic nie słyszę, nie oznacza ciszy.
Niczym niezmącona ignorancja.
Jeszcze nie pływa na grzbiecie.
To dlań naturalny stan.
Zimne odłamki mego serca.
O, mój statek przemknie nad tym zwalistym cielskiem.
Trochę się rozpuściła.
Trochę się rozpuściła.
Zimna niczym moje serce.
Lody nigdy nie zastąpią mi Abigail.
Muszę zachować zimną krew.
W jego ciele bije zimne, martwe serce.
Nic nie uchroni nas przed koszmarami tego świata.
Berło mrozu.
Zimno i niedola.
Moje serce już teraz jest zimne jak lód.