Słowa Konstantej
Stworzenie znające uroki samotności.
Opiera się straszliwej mocy żywiołów.
Co za paskudztwo.
Witaj, nikczemne stworzenie z podziemnego świata.
Śmierdzi kozą.
Rozświetli mroki nocy.
Są całkiem... smaczne.
Świat ten jest wyłącznie cierpieniem.
Solidna ochrona dla serca.
Gdyby tak moje serce było takie lekkie.
Musieliby mnie najpierw złapać, aby móc mnie skrzywdzić.
Chroni mą delikatną osóbkę.
Nawet pancerz ma zęby.
Przywraca siły.
Chroni przed obrażeniami, lecz nie przed smutkiem.
Ta chorągiew musi zostać zniszczona...
Jak się miewasz, Benio?
Bezwzględny człowiek.
Przewiduję falę śmierci.
Kiedy wyzwolisz się z tego cierpienia?
Wewnątrz drzemie złowróżbna siła.
A co na to ptaki?
Nawałnica bólu.
Łagodzi ból członków, lecz nie serca.
Czy może jednak uleczyć mą duszę?
Waży zbyt wiele. Jak moja dusza.
Pusta niczym me własne serce.
Przepełniona jakoby moimi smutkami.
Sprowadza na ten świat więcej bólu.
Witaj ponownie, Lucy.
Nie śmiałam wierzyć, że zabierze mnie do domu.
Życzę miłego dnia.
Będę mogła atakować tak często...
Ach, to stąd się biorą...
Mocniej, silniej...
Kto się weń zestroi, stanie się potęgą dobra.
Płonie ogniem piekielnym.
Zimnokrwisty.
Warto inwestować w twoją przyszłość?
Jest prawie tak zimne, jak me serce.
Jajo jest ciepłe, ale moje serce pozostaje zimne.
Ciesz się życiem, póki potrafisz, maleństwo.
Iskra życia rozświetlająca mrok.
Cierpi z powodu głodu.
Jest bliski śmierci.
Ząb zupa zębowa.
Wystygło. I dziwnie pachnie.
Piekielny ogień.
Mogłabym wskoczyć do środka i mieć spokój.
Kamień. Ech.