Słowa Konstantej
Nie jadłam jeszcze takiej pieczeni.
Nijaki i bez smaku...
Och. Myślałam, że to deser...
Drewniana bestia.
Pobawmy się w stos pogrzebowy.
Drewniana bestia.
Jakim cudem potrafi wyrosnąć w takich warunkach?
Nie powinniśmy igrać ze śmiercią.
Powoli przygasa.
Ich muszle wyglądają jak szkło... Ciekawe, czy też tłuką się jak szkło.
Śmierć w pudełku...
Odrobina światła w ciemności... Czekająca tylko, aż ktoś ją zgasi.
Ataaaaak!
Popatrz tylko na te kopyta.
Dziwny zakrzywiony róg.
Nawet ta energia kiedyś się skończy.
Potrafi skupić energię zniszczenia.
I tak się toczy cykl przemocy.
Krzyczy w cichości od wieków.
Czyżby ono nigdy nie miało umrzeć?
Potencjalny koszmar.
Z czasem przekształci się w jakieś okropieństwo.
Przydałaby się łyżka.
Jego śmierć da mi życie.
Zwykła płonąca kłoda.
Gdyby drzewa mogły mówić, krzyczałyby na ten widok.
Dygnęłabym, ale uznałam, że wcale cię nie lubię.
Mam przeczucie... że to wiele znaczyło dla kogoś.
Mam przeczucie... że to wiele znaczyło dla kogoś.
Mam przeczucie... że to wiele znaczyło dla kogoś.
Mam przeczucie... że to wiele znaczyło dla kogoś.
Mam przeczucie... że to wiele znaczyło dla kogoś.
Mam przeczucie... że to wiele znaczyło dla kogoś.
Mam przeczucie... że to wiele znaczyło dla kogoś.
Mam przeczucie... że to wiele znaczyło dla kogoś.
Mam przeczucie... że to wiele znaczyło dla kogoś.
Mam przeczucie... że to wiele znaczyło dla kogoś.
Szczęście dawno mnie opuściło...
Witaj... „Lucy”... Poznaj moją siostrę.
To życie pojawiło się znikąd.
Jakie potworności widziałaś, żabko?
Pozwoli mi ukryć twarz przed światem.
Już nikogo nie skrzywdzi.
Nie zawsze da się coś naprawić. Ale czasem tak.
Piękny i delikatny.
Otwarta rana na niebie.
Aby mogła przeżyć, inni muszą cierpieć.
Wścieka się.
Czy dam radę stworzyć cokolwiek przydatnego?
Powinnam spróbować złożyć te rozrzucone elementy…