Słowa Konstantej
Podoba ci się, Abigail?
Na tym padole łez tylko kilka rzeczy daje ukojenie.
Przedziwna i na swój sposób piękna.
Produkt sennych koszmarów.
Droga w nieznane.
Czerpie moc z podziemi.
Smakuje melancholią. Pycha.
Nie mam pojęcia, co czai się w mroku.
To już prawie koniec.
Obecność rozwiała się.
Są wszędzie!
Chyba odchodzą.
Czuję spojrzenie ciekawskich oczu.
Nachodzą.
Niebezpieczeństwo w mroku.
Sny mają swe granice. Ostre granice.
Oto dzieło szalonego umysłu.
Rośnie w siłę, kiedy my cierpimy z piekącego bólu.
Chociaż jedna rzecz mi się nie wyślizgnie...
Zasolę ziemię.
Kiedyś lubiłam czytać o roślinach... Przypuszczam, że to daje podobny efekt.
Wolałabym zostać porzucona na morzu.
A już myślałam, że uciekłam przed oceanem...
Bezlitośnie tnie fale.
Gdyby tylko moje łzy mogły wyschnąć tak, jak to jezioro.
Miejsce, gdzie mogę utopić me smutki.
Tylko trawa i breja.
Unosi się radośnie, póki coś nie wciągnie go pod powierzchnię.
Unosi się radośnie, póki coś nie wciągnie go pod powierzchnię.
Unosi się radośnie, póki coś nie wciągnie go pod powierzchnię.
Unosi się radośnie, póki coś nie wciągnie go pod powierzchnię.
Unosi się radośnie, póki coś nie wciągnie go pod powierzchnię.
Żyłka wygląda przeraźliwie pusto... Może czegoś jej trzeba...
Unosi się radośnie, póki coś nie wciągnie go pod powierzchnię.
Unosi się radośnie, póki coś nie wciągnie go pod powierzchnię.
Unosi się radośnie, póki coś nie wciągnie go pod powierzchnię.
Może jest zatruta?
Nigdy nie złapię ryby przewyższającej ciężarem moje zmartwienia.
Deszcz ukrywa moje łzy nudy...
Przygnębiające.
Licha i ostatnia rybia wieczerza.
Licha i ostatnia rybia wieczerza.
Licha i ostatnia rybia wieczerza.
Licha i ostatnia rybia wieczerza.
Licha i ostatnia rybia wieczerza.
Licha i ostatnia rybia wieczerza.
Nie skryjecie się w głębinach przed mym haczykiem.
Cóż za potwornie wyglądające stworzenie.
Obawiam się, że nadszedł twój czas.
Dzielnie walczyła o życie. Doprawdy szkoda.