Słowa Konstantej
Brakuje jej charakteru.
Czy jest dość słodkie, bym mogła zapomnieć o goryczy w mym sercu?
Skurczyła się trochę od ciepła. Podoba mi się.
Nie boję się ciebie.
Szkoda, że nie może przemienić się w karocę, która zabrałaby mnie daleko stąd.
Nasiona. Doprawdy niesamowite.
Niektórzy po prostu są stworzeni, żeby cierpieć.
Aż bolą oczy.
Wydziela jakąś maź.
Fioletowy jak... coś fioletowego.
Może teraz nie będę tracić tylu przyjaciół...
Przedłużyliśmy nasze żałosne konanie.
Głód potwora jest niezaspokojony.
Słupek. Niezbyt ekscytujący.
Wszędzie się wdziera. Niczym śmierć.
Przepych nie robi na mnie wrażenia.
Jakie koszmary widziały te oczy?
Kolejne memento śmierci.
Nie martw się. Twój kres jest bliski.
Już nigdy nie wyrosną tu porzeczki.
Pusta. Tak, jak moja dusza.
Zazdrośnie skrywają tajemnicę życia.
Do produkcji żywności.
Do produkcji niewielkich porcji żywności.
Przykryjcie nimi moje oczy, gdy umrę.
Pieniądze nie przywrócą życia Abigail.
Żadna fortuna nie kupi wiecznego życia.
Wzięła się z góry.
Jego wnętrzności są równie ohydne co jego powierzchowność.
Wszystko gotowe.
Największą pułapką jest życie.
Wilson używa określenie „zielenina”... Ale to przecież fiolet...
Mąka, bo trzeba się nad nią namęczyć.
Gotowany fiolet.
Trzeba to złożyć w ofierze bestii.
Bestia będzie zadowolona.
To zaspokoi bestię, aczkolwiek nie na długo.
Bestia tego nie chce.
Szkoda.
Zapewnia świetny smak.
Całkiem ładnie pachnie.
Zazdrośnie skrywają tajemnicę życia.
I to ma być twoje dzieciństwo?
A gdzie miód?
Witam panią. Czy zechciałaby pani pohandlować?
Nie może sprawić, że życie stanie się bardziej znośne.
Nie chcę tego ze sobą targać.
Można tu przyrządzić co nieco jedzenia.
Działa jedynie wtedy, gdy gdzieś go umieszczę.
Do uprawiania tej wstrętnej gleby.