Słowa Konstantej
Cieszę się, że już go nie ma.
To tylko odwleka to, co nieuniknione.
Niepotrzebny wysiłek.
Twój wybór ma znaczenie.
Braterstwo nie uchroni was przed zagładą.
Święta szybko się skończyły dla tego biednego ptaka.
Czy to oznacza, że nadchodzi wiosna? Oby nie.
Lubi swoje nowe więzienie w mej kieszeni.
Życie z jałowych, mroźnych pustkowi.
Jest taki miękki. To wróg.
Och jakby tak dać się zamknąć w twardej i pozbawionej uczuć skorupie...
Ciekawe, czym sobie zasłużyli.
Nawet one nie są wieczne.
Kilka małych kamyków.
Jakichż strasznych rzeczy był świadkiem.
Nigdy już nie wyda owoców.
Och. Płonie.
Jest skażone. Zbrukane.
Rozprzestrzenia się po nim jakaś nikczemność.
Wydało owoc.
Nie ma mi nic do zaoferowania.
Czuję się podobnie.
Wyrósł na drzewie, ale przypomina kamień.
Mogę go teraz zjeść.
Teraz może nawet będzie smaczny.
Po co w ogóle się starasz?
Duży kawałek zimnego, bezdusznego lodu.
Duża kałuża chłodnego, stopionego lodu.
Duża kałuża chłodnego, stopionego lodu.
Widzę ogień w głębi.
Cień nadciąga.
Lawa płonie.
Lawa straciła wolę walki...
Tyle przebył...
Teraz już nigdy nie umrze...
Teraz już nigdy nie umrze...
Wieża? Czy może zamek?
Czas niszczy wszystko.
To byłoby łatwe wyjście.
Lina nad przepaścią.
Mam nadzieję, że ją znajdziesz.
Wszystko tak kiedyś skończy.
Odebrana z pyszczków małych biednych pszczółek....
Kamienne odłamki.
Abigail spodobałaby się ta korona.
Przesycona potęgą ludzi z dawnych czasów.
Sterta zrujnowanych marzeń.
Czuć woń śmierci.
Ocenia me jestestwo.
Jedynie odbieram to, co moje.