Słowa Konstantej
Nie może kręcić się wiecznie.
To ledwie pokusa. Niczym śmierć.
Moich pleców nie trzeba drapać.
Życie tego narzędzia dobiegło końca.
Nie ma co się plątać.
Nie przyda mi się.
Dziewięć żyć to straszna klątwa.
Cuchnie śmiercią i zgnilizną.
Ten ziemniak jest równie pusty jak ja.
Teraz przynajmniej można uporządkować nieco szafę.
Konia! Konia! Dam zamek za konia!
Konia! Konia! Dam zamek za konia!
Gdyby tylko nóż mógł rozwiązać więcej moich problemów.
Wolałabym jednak zamek...
Wolałabym jednak zamek...
Gdy patrzę w kulę, widzę... pustkę.
Bardzo oryginalny.
Może klątwa skończyłaby nasze cierpienie?
Ani w połowie pusta, ani w połowie pełna.
Mogę poczuć się jak Webber.
Wbij mi go w serce i miejmy to z głowy.
Sprawia, że świat zaczyna wyglądać na tak mały, jak ja się czuję.
Samotna połowa pary.
Wezmę go ze sobą na koniec świata.
Na mych barkach spoczywa ciężar świata.
Wygląda mi to na ektoplazmę.
Do zabawy, owszem, ale nic ponadto.
Muszę porzucić dziecinne błahostki.
Pewnych uszkodzeń nie da się naprawić.
Jakież kolory...
Po prostu nie mam pojęcia, na co patrzę.
Popilnuję tego. Ale tylko dla przyjaciela.
Kiedyś żyło w nich napięcie, teraz spotkały swój koniec.
Prosta gra.
Chciałabym się wykąpać.
Badziewne guziki na badziewne życie.
Nikt nie jest bezpieczny.
Jakie to smutne.
Gdyby ta ryba była równie ciężka, co mój żal, z pewnością bym wygrała.
Waga: Imię wędkarza:
Waga: Imię wędkarza: Nawet najsilniejsi mogą nie przeżyć.
Waga: Imię wędkarza: Och... Udało mi się...
Waga: Imię wędkarza: Tęsknisz za rodziną, rybko?
Nic nie może wiecznie trwać.
Wiedza poszła z dymem.
Krótka odmiana w naszym godnym pożałowania życiu.
Waga: Zebrano dnia: To chyba całkiem dobry wynik.
Waga: Zebrano dnia: Taka masa z pewnością by mnie zmiażdżyła.
Można by to przeciwważyć piórem.
Skóra do zarzucenia na skórę.