Słowa Konstantej
To... rzepa.
Rzepa jest już ugotowana.
Zazdrośnie skrywają tajemnicę życia.
Nie zdołasz schronić się przed tym światem.
Płonie jasnym płomieniem.
Wykorzystane i pozostawiony na śmierć.
Wszystko kiedyś umiera.
Nie pozostanie z nami na długo...
Trud nasz codzienny, trud nasz niezbędny.
Smuci się, że nie jest w ziemi.
Wygląda tak niewinnie.
Sucha gałąź. Smutna gałąź. Zwiędła gałąź.
Wyrwane z ziemi za młodu.
Spokojnie... Abby i ja zadbamy o to, byście opuścili ten świat razem.
Spokojnie... Abby i ja zadbamy o to, byście opuścili ten świat razem.
Niebo płacze.
Teraz wygląda apetyczniej.
Jeszcze nie skończone. Jak życie.
To zły znak?
Dokąd teraz?
Jesteśmy, Abigail.
Nie pomoże mi tutaj.
Rzuca blade światło na wszystko w pobliżu.
Jest w miejscu spoczynku.
Ech. Gdy ją pociągnę, na pewno wydarzy się coś złego.
Szkoda, że tak trudno jest się odciąć od świata...
Ciemność powraca nawet wtedy, gdy uda się ją przegnać.
Zrobili tak wiele, by to ukryć... Ciekawe dlaczego.
Nie ma czegoś ważnego...
Skok w nieznane.
Tu jest...
Czuję, że rozpoczął się łańcuch wydarzeń, których nie da się powstrzymać.
Wytrzymała lina i szybki skok przeniosą mnie na drugą stronę.
Wygląda całkiem ładnie.
Nie zabierze mnie akurat tam, gdzie chcę trafić.
Nie chce mnie tu... Nie dziwię się...
Jeszcze nie ma w nim życia.
Mnóstwo potencjału w małej postaci.
Urodził się, by stróżować. Pewnego dnia zginie na posterunku.
Wygląda na to, że czegoś pilnują.
Brakuje mu iskry życia.
Nie tylko mnie czegoś brakuje.
Jak może nam pomóc?
Po co to wszystko?
Poddał się.
Tyle śmierci.
Mamy już nigdy nie opuścić tego miejsca.
Nie działa.
Ciekawe, co dzieje się z nami podczas podróży.
Nie ma już sił.