Słowa Konstantej
W środku jest drzewko, które próbuje się wydostać.
Może rosnąć bez pomocy.
To drzewo zdaje się być dość cherlawe.
Kupka małych gałęzi.
Może są przyjazne? A może nie.
Może są przyjazne? A może nie.
Nie cierpię, gdy deszcz niszczy mi fryzurę.
Miejmy nadzieję, że nikt się po tym nie będzie wić.
To chyba jeszcze nie jest skończone. Może być niebezpieczne.
Zrobiło się ciemno.
Kompastycznie.
Prowadził mnie do tego pomieszczenia.
Chyba tu nie działa.
Oczywiście musiał się pojawić, kiedy dobrze mi szło!
Pasuje jak ulał!
To tylko tajemnicza dźwignia. Co złego może się wydarzyć?
Te wrota mają coś zatrzymać w środku czy raczej coś przepędzić?
Cóż za tajemniczość...
Czy to wreszcie klucz, który pozwoli mi wrócić do domu?
W głowie zaiskrzył mi pewien pomysł...
Nie mogę tu przywiązać liny.
Oto klucz do wszystkiego.
Pusto.
Jeśli przywiążę linę, wydostanę się stąd.
Może tak się życie potoczy, że to się do czegoś przyda.
To naprawdę poruszające.
Można powiedzieć, że zaczęliśmy na niepewnym gruncie...
Czego jeszcze tu trzeba?
Potrzebuję dobrego miejsca, żeby to postawić.
Nic mu nie umknie!
Wieża.
Wystarczy tylko iskra kreatywności!
To chyba ważny element tej chodzącej wieży.
Ta technologia ma całe wieki!
Nie umiem tego odczytać.
Wygląda na to, że skończył w mroczny sposób...
Przez to w głowie mi się roi.
Ostro argumentują.
Zepsute.
To naprawdę mnie porusza.
Trzeba to zasilić.
„Ten znak trasy nie został jeszcze ukończony. Pojawi się w przyszłej aktualizacji”.
Ten przełącznik wygląda na zepsuty.
Przełącznik światła?
Śniadanie to najbardziej naukowy posiłek dnia.
Co za pech.
Czy seler nada się na słomkę?
Moja babcia miała coś podobnego.
Z jednej tkaniny są wszystkie te cienie.
Czuję się w nim mrocznie i tajemniczo.