Słowa Konstantej
Przecież mam już te plany.
Ach, co za piękny widok.
To nie jest w porządku.
Niektórych rzeczy nawet ja nie naprawię.
Trzeba tu czegoś innego.
Nie potrzebuję tego.
Ile bym się nie napracowała, nie chcą rosnąć.
Na pewno da się to zrobić, tylko trzeba wiedzieć jak.
Trzeba będzie to zrobić pod wpływem księżyca.
Nic nie rozumiem z tych wrzasków!
Nie chcę wzniecać gniewu żadnych bogów.
Za kogo ty mnie bierzesz?!
Tego się nie da wyrzeźbić.
To tak nie działa.
Nie można. Przepisy BHP zabraniają.
Trzeba tu najpierw ogarnąć.
Lepiej nie. Poczekam do rana.
Zaczekam, jest zajęta.
Ma teraz fajrant.
Nie ma co tracić materiałów.
Zwyczajnie brakuje na to miejsca.
Chyba musimy zaczekać, aż drzewo odrośnie, zanim mu cokolwiek damy.
Może powinnam je zasilić czymś innym?
Nnnie. To tam nie pasuje.
Muszę to rozłożyć na części i spróbować ponownie.
Przecież nie będę teraz przeszkadzać.
Ale przecież nie żyje.
To nie najlepszy moment.
Ma teraz fajrant.
Przecież nie będę teraz przeszkadzać.
Ale przecież nie żyje.
Póki co to zachowam. Przecież tam nie ma miejsca.
Ma teraz fajrant.
Z tym się już uporałam.
Po prostu pomyślałam, że temu maluchowi przydałoby się polerowanie.
Wybacz, chyba zrobiono to tylko dla mermów.
Chyba to nie ja tu rządzę.
I gotowe.
Jest zbyt uparty, żeby dać się przywiązać.
Lepiej zorganizuję jakiegoś wołka.
Muszę namówić mojego wołka, żeby podszedł bliżej.
Odpocznijmy chwilę.
Kurka, zgubiłam trop!
Ani śladu po Charlie.
Hmm… Nie potrafię stwierdzić, czy Charlie tu była.
Zdaje mi się, że to nie tak powinno wyglądać.
Jeszcze raz, pomalutku...
No już, rób, co każę!
Wygląda mi na zwycięzcę!
Chyba poczekam na następną rundę.