Słowa Konstantej
Trochę mi ciężko! Ufff...
Ufff...
To... nie... byle co!
Gdzie jest ubezpieczenie pracownicze, kiedy najbardziej go potrzebuję?
O rany, to bardziej zaawansowana wersja niż moja.
Ciekawe. Obie wersje, ta i moja, mają przewagę pod różnymi względami.
Łatwizna. Moja wersja jest o niebo lepsza.
Nic nie widzę!
Hurra! Widzę!
O tym więcej nie mówmy.
Ee... może to przyjazna, ogromna gałka oczna?
Ech, dokończymy innej nocy.
Wracasz po jeszcze?
Co za nędznie wykonany złom!
Zawsze powtarzam, że lepiej jest wiedzieć, z czym się pracuje.
Rany, wszystko piecze mnie tak, jakbym siedziała w piecu!
Ała, cała płonę...
Uff, nie zamierzam próbować tego drugi raz.
Flara! Trzymajcie się, nadchodzę!
Niebiosom niech będą dzięki!
Jak worek kamieni!
Potrzebuję przerwy.
Ha! To dopiero spryt!
Kręci mi się w głowie...
Hm. Cienie zostały przepędzone.
O, o, czas nałożyć więcej odstraszacza kwasu.
Czuję, że balsam termiczny przestaje działać.
Niezły skrót.
Hm. Nie działa.
Najwyższy poziom!
Cieplej tu niż w hucie w lipcu!
Czyżby słyszała psy?
Kiedy obiad?
To taka robota na głodniaka.
Głodna się robię.
Kapkę zgłodniałam.
Będę musiała zaraz coś przegryźć.
Aż mi się w głowie miesza z głodu!
No to ładnie, słabo mi się zrobiło.
Może tak przerwa na jakieś żarcie?
Mogłabym coś oprawić.
Ten szlak to będzie bułka z masłem.
Nie zamawiałam jedzenia na wynos. Za nimi!
Ach! Zgubiłam trop...
Hmmm... Czy to moje ślad? Ognia!
Ten szlak wygląda na grubszą sprawę.
Chyba udało się zaskoczyć tego zwierzaka.
Mam gęsią skórkę. Coś mnie obserwuje.
Domaga się kupy!
Mam tylko dwie ręce.