Słowa Konstantej
Uwielbiam brudzić sobie ręce.
Przesadzę go, skoro nikt inny się do tego nie pali.
Czeka nas nieco ogrodnictwa.
Sam się nie przesadzi.
Nigdy nie podkulają ogona, mówię wam!
Wymaga przesadzenia.
Nie dam ci się!
A może popracujemy tak naprawdę, zamiast dźwigać te rzeczy?
Z tym nie potrzeba lodu!
Strasznie to eleganckie jak na coś, co się tylko podnosi i opuszcza, podnosi i opuszcza.
Strasznie to eleganckie jak na coś, co się tylko podnosi i opuszcza, podnosi i opuszcza.
On tego używa do rozgrzewki?
Strasznie to eleganckie jak na coś, co się tylko podnosi i opuszcza, podnosi i opuszcza.
Będą mnie od tego palić mięśnie! Ha!
Zniewalający smród! Szanuję to.
Uff! Aż zęby stają dęba!
Z pewnością robi dużo smrodu.
Garść nasion.
Fuj. Może jedna z tych ciem posprząta ten bałagan.
Wytrwała z niej pracownica.
Przepraszam, koleżanki, ale macie coś, czego potrzebuję.
Nie cierpię zimna.
Jakiś taki oślizgły. Ha!
Jeśli chodzi o jedzenie, jestem gotowa spróbować wszystkiego.
No popatrz tylko, jaka dziwna! Ha!
Wygląda teraz lepiej? Sama nie wiem.
Z pewnością robi duże wrażenie.
Garść nasion.
Życie nie jest usłane różami.
Elegancko i przytulnie.
Szkoda.
Fachowa robota.
Tęsknię za lampami.
Pewna jestem, że nie powinien się gibać.
Długo już nie pociągnie.
Ten bukiet pamięta lepsze czasy.
Imponujący płomień.
Zupełnie zwęglony.
Grunt, że robota wykonana.
Zwykłe drzewo.
Imponujący płomień.
Zupełnie zwęglony.
Dobrze, że już po wszystkim.
Tak jest. Bez wątpienia drzewo.
Doskonale chroni przed wilgocią.
Wygląda na to, że teraz naprawdę inaczej spojrzę na świat.
Rety, aż mi oczy krwawią.
Nie ma co ich winić za to, że wykonują swoją pracę przy tym wielkim nadzorcy.
Można by pomyśleć, że już powinnam się przyzwyczaić do takich rzeczy.
Wiesz co? Nawet nie jestem ciekawa.