Słowa Konstantej
Rajuśku, to pióro jest gorące niczym rozgrzana maszyna!
Długo już nie pociągnie.
Dołek, ale niekonieczne depresja. Ha!
Huczy jak trzeba.
Niedługo zgaśnie.
Przytulniej już się chyba nie da.
Moja siostra bała się ciemności.
Ta cała „magia” stanowi zagrożenie bezpieczeństwa. Tyle.
Potrzebuje dolewki.
Powinniśmy zacząć produkować je masowo.
Oto wydajność godna przyszłości!
Wolałabym spędzić na jedzeniu cały dzień, aniżeli nie jeść wcale.
Dość niesprawiedliwe względem ryb.
Nie najgorszy sposób na relaks.
Można ją tak po prostu zjeść?
Prosto i smacznie, tak jak lubię.
Pachnie morzem.
To na pewno ryba? Wygląda bardziej jak krewetka.
Nie odmówię kawałeczka!
Pachnie morzem.
Nigdy wcześniej nie widziałam takiej ryby.
To ci dopiero wyżerka.
No i to jest praktyczny sposób na przechowywanie ryb!
Nie cierpię, jak ości włażą mi między zęby.
Co za relikt przeszłości...
Cóż, chyba wszystko, co dobre, z czasem się kończy.
Ojej, przyjemne, nie?
Na pewno przyda się w nocy.
Lepiej tak niż utonąć.
Dość uroczy.
Nie jestem do końca przekonana...
Do robienia się na bóstwo.
Kilka płatków i od razu mamy sałatkę.
Wow! Nawet nie potrzebuje elektryczności!
Trzeba wymienić tę żarówkę.
Chyba będę trzymać się od niego z dala.
Też tak się czuję po długiej pracy.
Zwykła sterta liści.
Świetnie wysuszone.
Trzeba chronić zasoby.
Nie jestem miłośniczką kwiatów, a zwłaszcza gdy wypierają moje okupione ciężką pracą uprawy!
Świetnie wysuszone.
To dość wymyślne wdzianko jak na takiego wielkiego włochatego stwora.
Fakty pozostają bezsporne. To skamielina.
Czego to jest szkielet?!
Niewłaściwie złożony.
Wymaga dalszej pracy.
Owoce zawinięte w naleśnikowy kocyk.
To maleństwo dobrze pracuje!
Już jej nie do śmiechu.