Słowa Konstantej
To wygląda jakoś nienaturalnie... no nie, Lucy?
To wygląda jakoś nienaturalnie... no nie, Lucy?
To wygląda jakoś nienaturalnie... no nie, Lucy?
To wygląda jakoś nienaturalnie... no nie, Lucy?
Nie powiem, przydałoby się trochę szczęścia.
Kocham Lucy!
Będę musiał ściąć go jeszcze raz.
Teraz się świecą, tak? No dobrze.
Trochę kręci mi się w głowie.
To może się do czegoś przydać.
To powinno wszystko załatać, co nie?
Lśni jak sople lodu w słoneczny poranek.
Dostaję od tego gęsiej skórki… Nie cierpię gęsiej skórki.
Wygląda mi to na gatunek inwazyjny.
Czas przedstawić ci Lucy.
Może rozpalimy w tym piecu, co, Lucy?
Wymaga jeszcze trochę pracy.
A to podstęp… lepiej trzymać się z dala.
Ale im pokazaliśmy, nie, Lucy?
To mięso?
Ciepła i dziwna w dotyku.
Dziwne, smakuje prawie jak łosoś.
Wolę proste przyjemności.
Na pewno lepsze od wysyłki międzynarodowej.
To musiał być ogromny ptak.
Aj, wciąż wystaje z niego kilka piór.
Nie ufam niczemu, co jest związane z ptakami.
Po co mielibyśmy marnować takie dobre płótno?
Potrzebujesz pomocy?
Przykro mi, stary.
Męcząca ta zupa.
To najgorsza rzecz na świecie.
Przepraszam!
Patrzy na mnie.
Trochę mi go żal.
Czy to wciąż mapa, jeśli nic na niej nie ma?
To jakiś budynek rządowy?
Magiczny owoc.
No proszę, jednak coś wyrosło!
Ktoś musiał to zbudować.
Tego raczej nie zetnę.
Nawet Lucy go nie zetnie.
Fiu, fiu!
I już go nie ma.
To chyba jakaś odmiana jeżyn.
Warto było?
Roślina.
Zasłużyłeś sobie tymi kolcami!
Zasłużyło sobie.
Bitwa była ciężka, ale zwyciężyłem.