Słowa Konstantej
Jakaś taka sypka.
Pewnie bez dodatków będzie kiepsko smakować.
Powiedziałbym, że nada się na ofiarę.
Tak. Tego właśnie żąda.
Pytanie, czy wystarczy?
Chyba nie o to chodzi.
He, ups.
Domowa hodowla.
Lucy pomagała.
Wygląda mi to na przyszłe zbiory.
Jak się masz, mały?
Wzmacnia kości.
Nie ma co tak beczeć.
Wszystko gotowe na majówkę.
Lepiej go rozstawić.
Pogrillujemy, Lucy?
Lepiej go rozstawić.
Nie ma to jak życie na farmie.
Chyba do otwierania sejfu.
Och, radość. Teraz możemy otworzyć bramę.
Nie ma tu nigdzie wyłącznika.
Marnotrawstwo energii elektrycznej.
Nie czas na zgrzytanie zębami.
Łuskowaci tutaj mieszkają.
Co mamy dzisiaj na stanie?
Potrzebujesz coś, Lucy?
Zjemy cię.
Te grzyby wyglądają bardzo smakowicie.
Dziękuję ci za twą ofiarę, drzewo.
Ronię jedynie łzy radości.
Doskonale upieczona.
Wygląda mi to na przyszłe zbiory.
Lepiej, żeby nie potrzebował drewna.
Uważaj przy ogniu, Lucy.
Raaaju.
Lucy jest ładniejsza.
Co kto lubi.
Ta fontanna ma ze sto lat.
Wchodzimy.
Potrzebujemy tu klucza.
Imponujący monument wystawiony czemuś.
Och. Przykro mi, co nie.
Nie widzę powodu, aby mu się naprzykrzać.
Już nie żyje.
Obleśny gołąb.
Przysnął na trochę.
Całkiem fikuśne. Co nie, Lucy?
Nie chciałbym w nim pływać. To na pewno.
Chyba pędzimy donikąd, Lucy.
Wygląda na ważną rzecz.