Słowa Konstantej
Czerwony grzyb.
Przyjdzie i na niego pora.
Muszę uzbroić się w cierpliwość.
Przez ogień robię się nerwowy.
Tatarak.
Odrosną.
Wygląda trochę jak cukier klonowy. Ale i tak chyba nie mam ochoty tego jeść.
I tak uważam, że krata nadaje się na każdą pogodę.
Nie zamierzam tego naprawiać.
Jak to się mogło stać?
Nie ufam tej całej nauce.
Cóż. Musi przestrzegać podstawowych praw fizyki.
Robi się dziwnie.
Jednak nie.
Dobra, teraz chyba rozumiem.
Dlatego nie używam czapek.
Lubię go nazywać Szalonym Kapelusznikiem.
Zmiana otoczenia może być przyjemna, nie, Lucy?
Wielka szkoda.
Nic nie pomaga tak, jak drewno.
Chyba nie powinienem go dotykać.
Muszę się tym z kimś podzielić!
Strasznie się napinają, nie?
Jedyny ptak, jakiego toleruję, to pieczony indyk.
Co za mały drań.
Nie przyzwyczajaj się, ptaszku.
Leć na południe, czy coś.
Kradnie moje ciepło.
Czy to, eee... istota ludzka?
Są uwięzieni!
Mógłbym go rozbić przy odrobinie wysiłku.
Można by z nich zrobić piękny inuksuk.
Czas na kolację, homarku!
Nic już na nim nie zostało.
Nie jest dobrze.
Chyba niedługo będzie po nim.
Troszkę śmierdzi.
Czy to jest owoc?
Jakiś bez wyrazu ten krzak.
Jest całkiem gorąco.
Za twardy, żeby go zjeść, ale przynajmniej ładnie pachnie.
Z radością bym się w niego wgryzł.
Fajnie by było, gdybym miał do niego grzankę.
Przegapiliśmy moment, kiedy nadawał się do jedzenia.
Nie ma to jak w domu!
U mnie w kraju nigdy nie topnieją.
U mnie w kraju nigdy nie topnieją.
Wygląda dość krucho.
Potrzebuje więcej... drewna?
Ogień, który nie potrzebuje drewna? To sprzeczne z naturą!