Słowa Konstantej
Spokojny wieczny sen w płomieniach.
Lepsze to niż spać na dworze.
Calamari?
Utknąłby mi w gardle.
Dobry materiał na ścierkę kuchenną.
Gdyby tylko była kałamarnicą, a nie... tym, czym jest...
Gdyby tylko była kałamarnicą, a nie... tym, czym jest...
Gdyby tylko była kałamarnicą, a nie... tym, czym jest...
Jestem gotów zaryzykować.
Na razie wszystko wydaje się w porządku.
To petit drzewo nie wygląda dobrze.
Cóż za cudowne i przerażające światło!
W środku rośnie brokuł? Non, to małe drzewo!
Teraz będę lepiej spał.
To chyba coś kombinuje...
C’est fini.
Teraz nie wygląda tak dziwnie, non?
Mon dieu, chyba wzrok mi płata figle...
Tule... tule... śmiesznie się język układa, jak to mówię.
Smak robaków mi nie przeszkadza.
Garść tulecytu.
Pachnie, jakby coś się przypalało.
Może spróbujemy jeszcze raz później, non?
Wygląda na dobrze odżywionego.
Coś nie tak, monsieur? Zgubiłeś trop?
Hmm, ciekawe, czy gdzieś tutaj jest jakiś.
Może nie ma czego szukać.
Ach, znalazł coś!
Może powinniśmy spróbować gdzie indziej, non?
Coś przykuło jego uwagę.
Oj, excusez-moi, nie wiedziałem, że jesteś zajęty!
Chyba przeszkadzasz innym roślinom, mon ami.
Te chwasty okazały się jednak przydatnym składnikiem.
Świetny składnik!
Ale masz wielkie nogi!
Wygląda na rozzłoszczoną!
Coś tutaj powinno być?
Wyśmienicie! Powinienem go zebrać.
A co to tu wystaje?
Mmm... Już czuję ten sos.
Smaczna, lekka przekąska.
Co za potężny pomidor!
Ciekawe co z tego wyrośnie.
Szykuje się jakaś impreza?
Nie przychodzi mi do głowy żadna okazja, na którą mógłbym go założyć.
Do crème brûlée się nie nada, ale przynajmniej rozświetli mrok.
Ah oui, takie ciasto to ja rozumiem!
Można przyjmować gości na obiad.
Czy ktoś przyjdzie na obiad?
Przynajmniej będzie szybciej.