Słowa Konstantej
Trawka.
Nie ma czego zbierać.
Spodziewałbym się, że trawa przetrwa takie temperatury...
Płochliwe stworzenie.
Słabowity i mizerny.
Ciekawe, czy odrasta mu ogon...
Raczej ładna niż wytworna.
Ktoś zapomniał dodać ducha.
Teraz muszę być miły dla trupów?
Mam tendencję do przesadzania z sosem.
Podpora dla żałosnych śmiertelników bez mocy godnych bogów. Co?
Jedynie koszmarne paliwo może uwolnić jego prawdziwy potencjał.
Pomoże mi utrzymać kontakt z moimi... znajomymi.
Narzędzie skupiające.
Powinienem go zjeść.
Słony!
Zielony grzyb.
Kiedy one wyłażą?
Załatwiony.
Nie będę tam wchodzić, żeby szukać jakiegoś przeklętego szkła księżycowego.
Całkiem ładne.
Co za kretyn to wymyślił.
Obrzydliwe!
TO mi się podoba.
Och, porządny cukierek. Już się bałem, że wkradło się tu coś zdrowego.
Wszyscy lubią lizaki.
Dzięki nim rosnę w siłę.
Ach, robactwo... Jakże zaskakujące.
To nie takie straszne.
Li tylko awanturnicy zwykli torturować się w ten sposób.
No to hop.
Kto robi te wszystkie słodycze?
Lukrecja. Moja ulubiona.
Prawie uroczy. Prawie.
Tajemnica, której nie mam ochoty odkrywać.
Jestem dużo bardziej rozczarowany, niż się spodziewałem.
Wszyscy lubią lizaki.
Popatrz, jak los może się odwrócić, robaku.
Odgania koszmary. Ale kto by chciał coś takiego?
Ach, to powinno pomóc.
Przydałoby się coś mocniejszego.
Można równie dobrze cisnąć nimi w ogień.
Aromatyczna herbata z lekką nutą mutacji.
Och, radości. Czy naprawdę musimy uciekać się do dekoracji?
Jakaż to szkoda, aby nosić taką ozdobę ze sobą. Gdybym tylko mógł gdzieś ją zostawić.
Wolę prawdziwe.
Nie powinnaś gdzieś wisieć?
No nie. Znowu oni.
Czemu słyszę „Kres i krach”?
Nieelegancka broń na mniej cywilizowane czasy.