Słowa Konstantej
Ale mięciutki.
Jak na projekt krawiecki to wymaga strasznie dużo spawania.
Są w pułapce!
Do kieszeni mi się nie zmieści.
Można z nich coś zrobić.
Ma przerażające szczypce.
Nie wyda już owoców.
Pali się!
Wygląda dość niezdrowo.
Hmm... coś jest nie teges.
To krzak... z księżyca!
Chwilę mu zajmie wydanie kolejnych owoców.
Jest całkiem gorąco.
Połamię sobie na tym zęby.
Surowy kamienny owoc jest najgorszy.
Dość miękki, by nadawał się do zjedzenia.
Jeszcze rośnie.
Lepsza woda w kostkach niż w kolanie.
Do niczego się nie przyda, dopóki znowu nie zamarznie.
Do niczego się nie przyda, dopóki znowu nie zamarznie.
Zasklepione magmowe źródło.
Lawa zaczyna zastygać.
Miło i przyjemnie.
Wygląda na bardzo kruche.
Kamień, który spadł z księżyca.
Totalna skamielina.
Totalna skamielina.
Szturm na zamek!
Przerażające!
Kawałki liny.
To chyba potrzyma nas w napięciu!
To niezbyt w stylu Winony.
Fuj! Ale śmierdzi!
Napełnia jedzącego potęgą nauki!
Kamienie i skalne odłamki.
Jak tam moje włosy?
Ma przyłożenie.
Można to naprawić.
Słyszę głosy. Chcą czegoś.
Ocenia mnie.
Może przydać się przy zdejmowaniu siodła.
Mogę teraz osiodłać jakiegoś śmierdzącego zwierzaka.
Prawdziwie królewskie siodło!
Coś mi to przypomina. Ble.
Jedyny problem to perspektywa zdrętwienia.
Wigfryda je zrobiła? Chyba dodała mu skrzydeł.
Ale... gorąco!
Sposób na gnijące jedzenie!
Ile liźnięć trzeba, aby dotrzeć do samego środka?
Na sam widok chce mi się pić.