Słowa Konstantej
Nie jestem mermką.
Ich popioły powinny wrócić na bagno.
Szkoda mi tej przerażającej, bagiennej rzeczy.
To sprzeczne z naturą.
Przyjaciel czy wróg?
Ich oczy… Takie puste i zimne…
Porzuciliście to, czym wcześniej byliście. Czy to… przyjemne uczucie?
Wszyscy nosimy jakieś maski...
Jakimś cudem znalazł sposób, by upaść jeszcze niżej.
Żadnej godności.
Ogień dopełnił dzieła zniszczenia.
Widać zęby czasu.
W proch się obrócił.
Nie nosi jeszcze śladów upływu czasu.
Wygląda królewsko, nawet pomimo kurzajek.
Ich królestwo znika równie szybko, co się pojawiło.
"Żaby proszące o Króla"...
Tyle roboty na nic.
Nie wiem, po co zawracać sobie tym głowę.
Walczą bez celu...
Chyba nie chcą nas skrzywdzić. Póki co.
„Dylgo dla mermów”. Pff… Dziecinada.
„Dylgo dla mermów”. Pff… Dziecinada.
Ich oczy… Takie puste i zimne…
Czy jesteś gotów wziąć na swe barki ciężar władzy?
Porzuciliście to, czym wcześniej byliście. Czy to… przyjemne uczucie?
O krok od bezużyteczności.
Ojciec miał skład na narzędzia, choć rzadko go używał.
Ojciec miał skład na narzędzia, choć rzadko go używał.
O krok od bezużyteczności.
Ciekawe, jakaż to biedna dusza to wysłała.
W całości pusta.
Teraz to tylko popiół i wspomnienia.
Wygląda na to, że siłę buduje się tylko przez cierpienie.
Z prochu powstałeś... w to się obrócisz.
Oświetlenie bez trzymanki!
Małe, wesołe światełko... Jakże nim gardzę.
Gdy się nie ruszam, jest zupełnie bez życia. Jak Abigail.
Po co? I tak nikt nie przyjdzie.
Cóż za uderzające podobieństwo...
Puściutki...
Musimy wetknąć go w zimną, twardą ziemię...
Na pewno jest samotny. Uwięziony w takiej małej klatce.
Wspaniałe rogi!
Wszystko, co pozostało po niegdyś potężnej bestii.
Zimny i bez życia.
Wciąż roztacza ciepło życia.
Ma przytłaczający, ostry zapach...
Powinieneś wrócić tam, gdzie jest ciemno.
I jak ci się podoba być oddzielonym od najbliższych?